Ze śmiercią mu do twarzy – John Wick 3

In Kinomania, Rozrywka

Filmy o zawodowych zabójcach od lat cieszą się niesłabnącą popularnością. “Zabójcy” ze Stallonem i Banderasem, “Nikita”, “Wanted”, swojski “Killer” czy istna legenda – “Leon Zawodowiec”. Od wielu lat popularnością cieszy się seria “John Wick”, którą ostatnią, trzecią część, miałem okazje niedawno oglądać.

 

Zdawało się, że kariera Keanu Reeves’a toczy się po równi pochyłej. Po wspaniałym Matrixie następne filmy aktora nie robiły takiego wrażenia. Dzień, w którym zatrzymała się Ziemia był przesadzonym widowiskiem, 47 roninów kasową porażką, a o takich tytułach jak Królowie ulicy czy Skok Henry’ego mało kto dziś pamięta. I wtedy, w 2014 roku, pojawił się on. Elegancki, opanowany i zabójczo skuteczny John Wick.

Pierwsza część po prostu wgniatała w ziemię swoim pomysłem i wykonaniem, wyśmiewając przy okazji cały gatunek kina zemsty. Bo choć miało to znaczenie symboliczne, to nawet w samym dziele śmiano się, że bohater posyła do grobu ludzi za to, że pozbawili go samochodu i ulubionego psa. Rzucając przy tym wyzwanie szefom mafii. I ludzie to kupili, a naszemu drogiemu Neo dane było oszczędzić losu Nicholasa Cage’a, który po ostatnich (a raczej wielu ostatnich) filmach stał się istnym memem. Teraz zaś miałem okazję obejrzeć najnowszą część serii z panem Wickiem i jestem w pełni zadowolony.

 

Nie ma Johnny szczęścia.

 

Oj nie ma. Ledwo ustabilizuje mu się sytuacja życiowa i dzieje się coś, co wywraca ją do góry nogami. Akcja “John Wick 3” dzieje się bezpośrednio po drugiej części. Główny bohater został “ekskomunikowany”  – czyli w wielkim skrócie nikt mu nie może pomóc, nie ma dla niego bezpiecznej przystani, a za jego głowę wyznaczono okrągłe 14 baniek. Cały Nowy Jork (i pewnie świat), za pół godziny zacznie na niego polować, ale kto jak kto, John Wick nie traci głowy.

 

 

Skoro Najwyższa Rada wydała wyrok, to Najwyższa Rada może go cofnąć. Bohater wyrusza na z góry bezsensowną podróż, aby spotkać przywódcę całej organizacji i prosić o wybaczenie. Trafimy, wraz z protagonistą, do Casablanki i na Saharę, aby ostatecznie wrócić do Nowego Jorku, gdzie Wick zdecyduje, czy dalej chce być zabójcą, czy sobą. Oczywiście każda z tych decyzji pociągnie za sobą mnóstwo trumien, o czym przekonamy się przez długie dwie godziny dzieła.

 

Ciągła młócka ze szczątkową fabułą i ciekawym światem.

 

Trzeba postawić sprawę jasno – John Wick 3 to praktycznie ciągłe strzelanie, bicie się, cięcie nożami i tym podobne działania, które zmniejszają populację naszej planety. Akcji jest tak dużo… że aż za dużo. Gdzieś od podróży do Maroka czułem się tym już nieco zmęczony. Może gdyby było większe wyważenie pomiędzy tym a fabułą. Choć jeśli idzie o kręcenie scen walk, to jestem pod najwyższym wrażeniem i na pewno przypadną wam do gustu.

Ale największy potencjał ciągle ma ten świat. Bo czy nie jest coś pięknego (mimo wszystko) w rzeczywistości, gdzie ludzie się mordują w bibliotece, na lotnisku czy stacji metra (Nowy Jork) i na nikim to nie robi wrażenia? Ludzie zupełnie podchodzą do tego normalnie, a samo wydawanie wyroków przypomina działanie poczty. Poza tym działanie tego półświatka, pełne długów honorowych, panowania nawet wśród bezdomnych i hotelu, w którym nie można przelewać krwi pod karą ekskomuniki. Nawet poboczne dzieła mogły by być dobre, choćby z postacią Halle Berry.

 

 

Co do fabuły, to ta istnieje i wszystko kręci się wokół Rady Najwyższej, czyli grupy osób zarządzającej tą całą sytuacją. I w niej dochodzi do walk frakcyjnych, które są krótkie i brutalne. Ale dosyć szybko historia schodzi na drugi plan. Nie żebym skupiał się głównie na fabule w takich dziełach, ale taki Leon Zawodowiec, Zawodowcy czy nawet ostatni Hitman pokazywały fajną historię. Tu coś się dzieje, po czym dzieje się dalej, ale w hukach wystrzałów. Trochę szkoda. Lokacje i scenografie są świetne. Maroko zachwyca swoim egzotycznym klimatem, a w hotelu Continental czuć przepych i bogactwo.  Muzyka też przyjemnie przygrywa, choć żaden kawałek nie zwrócił tak mojej uwagi.

Jeśli idzie o postacie, to na pierwszy plan wychyla się trójka. Keanu Reeves ciągle dobrze czuje się w roli tytułowej; John Wick ciągle nie nudzi. Laurence Fishburne świetnie pasuje do roli króla bezdomnych, przy okazji to ciekawe spotkanie Neo i Morfeusza. I w końcu Halley Berry jako stara znajoma Johna, u którego ma dług. Z resztą bywa różnie. Obsługę i szefa hotelu Continental przyjemnie się ogląda, za to sędzina jest bezpłciowa.

 

 

Przyjemne 9 mm.

 

Podtytuł filmu brzmi “Parabellum” i ten rodzaj amunicji świetnie pokazuje, o co chodzi w całości. To niemal ciągła akcja przerywana momentami spokoju, a wystrzelana ilość amunicji starczyłaby na niejeden lokalny konflikt. Chyba w żadnej innej części nie podobał mi się ten przedstawiony  świat. To świetny film akcji, który powinien przypaść do gustu tym, którzy lubują się w kinie sensacyjnym.

A mimo to, po wyjściu z kina, czułem pewien niedosyt. Tak, było zabawnie. Było mnóstwo odniesień do poprzednich części, w tym zwłaszcza pierwszej. Od czasu The Raid 2 nie widziałem tak porządnych scen akcji i strzelania. A mimo te te braki fabularne psuły całość. Ten świat jest świetny i gdyby go pokazano bardziej, ten świat zabójców, byłbym wniebowzięty. Mimo to polecam John Wick 3 każdemu, komu przypadły do gustu poprzednie części. Trylogia ciągle trzyma się mocno i jestem pewien, że twórcy nie dadzą jej tak szybko umrzeć.

You may also read!

Historia smoków – Ogień i Krew

Zdaje się, że "Gra o tron" najlepszy okres ma już za sobą. Niedawno skończył się serial, a o premierze

Read More...

Stworki na ulicy – Pokemon GO

Pokemony ciągle cieszą się niesłabnącą popularnością. Ciągle wychodzą nowe gry, w coraz większej ilości miejsc da się kupić wersję

Read More...

Brightburn – bestia zamiast superbohatera.

Zapewne każdy zna tę historię. Kosmiczne dziecko przybywa na Ziemię i trafia na małą farmę, gdzie bierze go w

Read More...

Leave a reply:

Your email address will not be published.

Mobile Sliding Menu