Trylogia Mrocznego Elfa

In Literatura, Sztuka

Faerun, czyli Zapomniane Krainy, są najsłynniejszym światem z gry fabularnej „D&D”. Ten setting towarzyszy nam od 1987 roku, czy to pod postacią RPG, gier komputerowych i figurkowych, czy wreszcie książek. Oczywiście udany świat fantasy musi mieć równie udanych bohaterów. Jednym z nich jest mroczny elf Drizzt Do’Urden. „Trylogia Mrocznego Elfa” opowiada o tym, jak zaczęła się jego historia.

 

Śródziemie, Westeros czy Świat Dysku to chyba najpopularniejsze światy Fantasy. Bez problemu do tego grona można zaliczyć Zapomniane Krainy, z kultowym kontynentem Faerun na czele. Wśród kilku oficjalnych settingów „Dungeons & Dragons” ten jest najbardziej popularny, to na nim bazują najbardziej popularne gry komputerowe. Posiada też najliczniejszą bazę literacką, której liczba książek po prostu powala. Nie wiem, ile zostało ich napisanych, ale choćby na język polski zostało wydanych ich kilkadziesiąt. „Trylogia Mrocznego Elfa” zalicza się do jednych z najlepszych wśród nich. A przede wszystkim pozytywnie się wyróżnia.

 

Tak zresztą jest chyba z całą literaturą, która opiera się ja jakiejś marce. Nie dość, że w dużej mierze bierze ona pod uwagę przynajmniej częściową znajomość oryginalnego produktu, to zazwyczaj ona nie powala. Na takie kwiatki jak cykl Thrawna z „Gwiezdnych Wojen” trafi się dziesięć mniej godnych uwagi. I tak Zapomniane Krainy dały jedne z najgorszych powieści fantasy, czyli nowelizacje „Baldurs Gate” (można się zapoznać tutaj). Na szczęście te opowieści o Drizzcie czyta się całkiem przyjemnie.

 

Kim jest Drizzt?

 

Może najpierw coś o samym bohaterze tych książek. Drizzt Do’Urden jest drowem (czyli mrocznym elfem) z miasta Menzoberranzan. Mroczne elfy są nienawistną, ksenofobiczną rasą, która patrzy się na innych z góry. Tolerują niewolnictwo, prowadzą ciągłą wojnę ze wszystkimi i składają krwawe ofiary swojej bogini, Lolth. Ich społeczeństwo jest nie tylko teokracją, ale też matriarchatem w najgorszym wykonaniu. Mężczyzna jest nikim, kobieta może zrobić z nim co tylko chce. Rasa ta żyje w Podmroku, czyli w gigantycznych podziemnych jaskiniach, w których budują swoje miasta. Na ich czele stoją arcykapłanki, najpotężniejsze służki Lolth. Wszędzie widać podobizny pająków, gdyż to są święte stworzenia złej bogini.

 

 

Menzoberranzan jest największym miastem Podmroku, w pewnym sensie stolicą drowów. Zarządza nim rada złożona z 8 najpotężniejszych domów, choć rodów jest znacznie więcej. Te ciągle rywalizują między sobą o przywództwo, choć od mileniów nikt nie zagroził prymatowi Baenre. Wśród pomniejszych rodów znajduje się i Do’Urden, z którego pochodzi Drizzt. Jego ojcem był Zaknafein, najlepszy szermierz tej rasy. Matką zaś głowa rodu. Od zawsze czuł się wyrzutkiem wśród swoich, gdyż wierzył w honor i zasady moralne. W końcu opuścił Podmrok i udał się na powierzchnię. Tam, pomimo przeciwności losu, znalazł wiernych przyjaciół (oraz nowych wrogów), a także zbudował renomę jednego z najlepszych szermierzy Faerunu.

 

Jest jedną z najsłynniejszych postaci w historii „Dungeons and Dragons”. Można wręcz powiedzieć, że to jemu pisarz R. A. Salvatore zawdzięcza sławę. Do dzisiaj o mrocznym elfie powstało aż 34 książek! Od 1989 roku! A Salvatore pisze nie tylko o nim, ale też inne historie z „D&D” czy choćby „Gwiezdnych Wojen”. „Trylogia Mrocznego Elfa” była serią, od której Drizzt zaczął być głównym bohaterem, gdyż w „Trylogii Lodowego Wichru” grał rolę drugoplanową.

 

„Trylogia Mrocznego Elfa”.

 

„Trylogia Mrocznego Elfa” składa się z „Ojczyzny”, „Wygnania” i „Nowego domu”. „Ojczyzna” opowiada o młodości Drizzta w Menzoberranzan. Zaczyna się od zniszczenia jednego z głównych rodów, po którym rodzina Do’Urden staje się jedną z głównych sił podziemnego miasta. bohater przystosuje się do życia wśród drowów, co biorąc pod uwagę jego naturę musi prowadzić do problemów. Stara się być czystym w świecie przenikniętym brudem. W końcu zwraca na siebie uwagę złej bogini Lolth i musi wybrać – być jak inni lub uciec w nieznane. Tu też po raz pierwszy spotyka swoją wierną towarzyszkę – magiczną panterę Guenhwyvar.

 

 

„Wygnanie” toczy się jakiś czas po pierwszej książce. Wybory bohatera ściągnęły niełaskę na ród Do’Urden, który postanawia zmazać ją krwią. Krwią Drizzta. Gdy zawodzą zabójcy uciekają się do pomocy demonów, a na Drizzta poluje najbliższa mu kiedyś osoba. Bohater podróżuje po Podmroku, trafia do miasta złowieszczych łupieżców umysłu i znów staje przed wyborem: pozostawać w mroku czy wyjść na słońce?

 

„Nowy dom” jest moim zdaniem najsłabszą częścią z tej trójki. Opisuje ona przygody drowa już na powierzchni, gdzie nie jest tak kolorowo jak się spodziewał. Drizzt musi zmagać się z podejściem, jakie inne rasy mają wobec drowów. Stara się znaleźć swoje miejsce w kilku miastach, by w końcu ruszyć do Doliny Lodowego Wichru. Nie mija dużo czasu, jak znów ktoś na niego poluje. Spotyka też wiernych przyjaciół, dzięki którym upewnia się, że dobrze wybrał opuszczając Podmrok.

 

Fantasy z punktu widzenia zła.

 

„Trylogia Mrocznego elfa” to nic innego jak klasyczne fantasy. Osoby, które oczekują czegoś na miarę „Gry o Tron” czy „Wiedźmina” mogą poczuć się zawiedzione. Tym co jednak wyróżnia te książki jest to, że dwie pierwsze czysto skupiają się na drowach. Wyobraźcie sobie „Władcę Pierścieni” z punktu widzenia orków i innych sił Mordoru. Salvatore jest porządnym autorem i nie dał ciała. Niestety, trzecia książka nieco psuje dobrą opinię i później czytałem ją już na siłę.

 

 

Na pewno spodobają się to graczom „D&D” i pewnie innych RPG-ów też. Fanom fantasy też powinno przypaść do gustu, choć nie należy oczekiwać nie wiadomo jakich zwrotów akcji. W zamian dostajemy długie i porządne opisy, wręcz dbanie o każdy szczegół. Postacie są interesujące i zapadają w pamięć, sama historia też potrafi wciągnąć. Książki też są rozsądnego rozmiaru, każda liczy około 350 stron. Autor nie leje wody i nie przedłuża niczego bez powodu.

 

Mnie, jako wieloletniemu graczowi „Dungeons and Dragons”, ciężko polecić to komuś, kto nigdy nie grał choćby w grę komputerową z tego uniwersum. Na dobrą sprawę raczej takiej osobie nie przypadnie do gustu. Za to ktoś, kto spędził godziny w „Neverwinter Nights” czy „Baldurs Gate” poczuje się jak w domu. Też ci, którzy przepadają za gatunkiem fantasy powinni się zaznajomić z „Trylogią Mrocznego Elfa”.

Zapisz się do naszego Newslettera!

Chcesz dołączyć do #CoolturowejRewolucji? Bądź zawsze na bierząco z #PełnąCoolturą. Zaprenumeruj newsletter!

*na pewno nie dostaniesz od nas żadnego spamu :)

You may also read!

Michał Hrisulidis “Złożony”

Gdy za oknem taki śnieg, aż nie chce się wychodzić z domu. A szkoda, bo zima to świetny okres do odwiedzenia muzeum czy galerii. Między innymi możecie zapoznać się z wystawą "Złożony", której autorem jest Michał Hrisulidis. Wystawa do zobaczenia w Galerii Miejskiej we Wrocławiu. Smaczku dodaje fakt, że mija 30 lat od pierwszej wystawy pana Michała, która miała miejsce w tej galerii!

Read More...

Pudełko z guzikami Gwendy.

Stephen King pisze już kilkadziesiąt lat i nie zapowiada się na to, aby miał nagle przestać. To akurat dobra wiadomość, bo od niepamiętnych czasów jestem fanem jego pióra. Czy to kryminałów, dramatów czy rzecz jasna horrorów. Tylko jego “Mroczna wieża” mi się nie podoba. Za to “Pudełko z guzikami Gwendy” od razu pochłonąłem i powiem jedno - kawał dobrej literatury!

Read More...

Oakwood – horror z dinozaurami

Każdy fan “Jurassic Park” (i dinozaurów w ogóle) pewnie z miłą chęcią pograłby w jakąś dobrą grę z wielkimi gadami w roli tytułowej. Poczuć ten dreszczyk emocji, gdy ściga cię Tyrannosaurus Rex. Niestety, choć częściowo moda na nie wróciła, to wielcy wydawcy zdają się tego nie zauważać. “Oakwood” choć krótkie, stara się chronić honoru branży.

Read More...

Leave a reply:

Your email address will not be published.

Mobile Sliding Menu