The Witness – miejska znieczulica.

In Kinomania, Rozrywka

Pewnie część osób odwiedzająca ten portal mieszka na osiedlu. Wyobraźcie sobie zatem, że jesteście świadkami przestępstwa, że odbywa się ono na waszych oczach. Zareagujecie czy nie? Przed czymś takim stanął bohater nowego południowokoreańskiego filmu “The Witness”.

 

Kino azjatyckie niezbyt dobrze mi się kojarzy. Nie będę kłamał, jestem wielkim fanem Hollywood, trochę mniej mi pasuje kino europejskie. Zdarzają się perełki (ostatnio miałem przyjemność obejrzeć “Zabójczy Bóg”, interesujący dramat), ale w dużej mierze uważam je za przesadzone i zbyt udramatyzowane. Nie żebym miał coś przeciwko dramatom, ale i tak uważam, że najlepsze filmowe historie wychodzą zza kamery miasta upadłych aniołów. Kino azjatyckie traktuje zaś z uśmiechem. Nie jestem w stanie oglądać Bollywoodzkich produkcji, w których tańce i śpiew trwają tyle samo, co samo dzieło. Resztę produkcji stawiam na podobnym co rodzimym poziomie – czyli niskim.

Są jednak wyjątki. Cenię sobie japońską animację (choć nie filmy), podobają mi się niektóre chińskie produkcje. Jednak najbardziej podoba mi się kino południowokoreańskie. Tamtejsze historie są naprawdę ciekawe i zaskakujące, a pod względem wykonania są w stanie rywalizować z produkcjami amerykańskimi. Ostatnio miałem okazję obejrzeć “The Witness” i z dumą mogę polecić ten film każdemu, kto lubi trochę dreszczyku.

 

“The Witness”: Zwyczajny człowiek, zwyczajne osiedle.

 

Sang-Hoon to mężczyzna w średnim wieku jakich mnóstwo na całym świecie. Ciężko pracuje, ma żonę i małą córkę oraz mieszkanie na jednym z osiedli, jakich mnóstwo jest w Południowej Korei. Pewnej nocy słyszy kobiece krzyki gdzieś na ulicy. Wyglądając przez okno jest świadkiem brutalnego morderstwa przy użyciu młotka. Sang chce zadzwonić na policję, ale morderca go zauważa. Bohater, obawiając się o los swój i bliskich, ostatecznie nie kontaktuje się z władzami.

 

 

Następny dzień na miejsce zbrodni przybywa policja, a detektyw Jae-Yeob poszukuje jakichkolwiek świadków zbrodni. Sang-Hoon, pomimo próśb i gróźb, decyduje się na milczenie wiedząc, że w razie czego będzie pierwszym celem zabójcy. Ten nie przerywa swojej “zabawy”, zabijając świadków i osoby w bezpośrednim otoczeniu bohatera. Ojciec rodziny staje przed niemożliwym wyborem – cały czas jest na celowniku szaleńca. Jeśli  postanowi wydać sprawcę, to życie jego bliskich będzie zagrożone. W końcu przestępca wie dokładnie, gdzie mieszka jego potencjalna ofiara.

 

Kolejny mocny kryminał.

 

Od kilku lat uważam kryminały z tego małego kraju za być może najlepsze na świecie. Czy to poruszające “7 lat jednej nocy”, czy zaskakujący “Człowiek bez pamięci”, czy wręcz rewelacyjne “Wyznania mordercy”. “The Witness” może nie jest najlepszą produkcją, jaką ten kraj ma do zaoferowania, jest jednak jednym z lepszych thrillerów, jakie widziałem ostatnimi czasy. Na pozór prosta i nieskomplikowana historia, która mimo to jest tak ciężka i trudna w odbiorze. Gdyby to była produkcja amerykańska jestem pewien, że bohater stałby się bohaterem, polującym nocami na przestępców. Z kolei europejski reżyser skupiłby się na postaci zabójcy, pokazując, że to my sami, społeczeństwo, jesteśmy winni jego zbrodni.

Tu natomiast sprawa jest prosta. Jest świadek, który boi się zeznawać, bo nie wie, czy państwo zapewni jemu i bliskim ochronę. Zdecydowany detektyw chce ruszyć sprawę do przodu, ale bez dowodów czy zeznań jest bezradny. I w końcu zabójca, który wie, kto go widział i który zrobi wszystko, aby nie wpaść w ręce policji. Zamiast skupiać się na niepotrzebnych i pobocznych wątkach, wszystko kręci się wokół tego. Dialogi brzmią naturalnie, fabuła też jest realistyczna, nie ma żadnych cudownych momentów, gdy nagle ktoś doświadcza oświecenia.

 

 

Nie znaczy to, że film nie ma wad. Podobnie jak podane przeze mnie wcześniej tytuły w pewnych momentach jest aż za dużo akcji. Jak dla mnie to na siłę wrzucanie efektów specjalnych, które są niepotrzebne. “The Witness” nie potrzebuje pościgów rodem z Hollywood, tylko rozsądnego i realistycznego ciągu zdarzeń. Sama końcówka też trochę mierzi. Ostateczna konfrontacja jest sztuczna, bardziej pasująca do filmów z Jasonem Stathamem niż thrillera w stylu “Siedem”. Fabuła jest częściowo przewidywalna, ale nie jakoś boleśnie.

 

Zwyczajna zbrodnia na osiedlu?

 

Tym, co zauważyłem dopiero po napisach końcowych, był praktyczny brak muzyki. Poza początkiem i końcem nie jestem w stanie sobie przypomnieć żadnej piosenki, a to jest jedna z głównych rzeczy, na którą zwracam uwagę podczas oglądania. Porządne zdjęcia i ujęcia kamery, a także gra aktorska, która umila całe oglądanie. Pod względem obsady “The Witness” nie mam nic do zarzucenia. Co prawda raczej nikt z filmu nie zapadnie wam głęboko w pamięć (może poza głównym bohaterem), ale przynajmniej nie będziecie narzekać na dobór aktorów.

Jedną z zaskakujących rzeczy, na którą chcę zwrócić uwagę (i w tym wypadku przepraszam za spoiler), jest niezbyt poruszony wątek samego zabójcy. Wiele się nie dowiecie o zabójcy, nie przypominam sobie nawet jego imienia. Nie spodziewajcie się dramatycznej, ciężkiej historii, która ostatecznie doprowadziła kogoś na skraj paranoi. Tu, jak na ironię, sam zabójca (przynajmniej moim zdaniem) jest postacią poboczną, a prawdziwym złym, który wymaga osądzenia i ukarania jest osiedle – a dokładniej rzecz ujmując społeczeństwo.

 

 

Ujmujące są dwie sceny – gdy zabójca stara się dokonać zbrodni i nikt nie reaguje, i gdy na końcu główny bohater wzywa pomocy, chcąc zobaczyć, czy ktoś zareaguje. Sam sobie przypominam jedno zdarzenie, które matka mi opowiadała. Jakaś kobieta na ulicy chyba wzywała pomocy i moja matka była chyba jedyną osobą na osiedlu, która wyszła na balkon lub spojrzała przez okno (a była gruba noc). Nie jestem pewien, ale wydaje mi się, że podobny film można by nakręcić w Polsce, Niemczech, Anglii, USA czy Kanadzie i kontekst byłby taki sam. Gdy w społeczeństwie dochodzi do takich rzeczy, każdy chce zrzucić na druga osobę odpowiedzialność.

Dlatego ostatecznie ocena “The Witness” będzie trochę wyższa, gdyż jest to połączenie thrillera z dramatem. Ostatecznie zabójca jest tak samo winny jak wszyscy ci, którzy mieszkali na tym osiedlu. Główny bohater miał pecha, że zwrócił na siebie uwagę. Policja jest bezsilna, bo ludzie są bezsilni i jedynym zwycięzcą jest strach. Niby żyjemy dookoła siebie, ale ostatecznie każdy dom, mieszkanie czy rodzina jest osobną wyspą, do której mało kto chce zaglądać. Ile razy słyszało się w telewizji, czy też czytało w gazetach, o przypadkach patologii i każdy potem zadawał pytanie “czy nic nie było słychać przez ściany”? Po co słychać, skoro policja cię nie ochroni i sam możesz stać się ofiarą?

Jeżeli każdy z nas nie będzie gotów być bohaterem nie możemy oczekiwać, że ktoś postanowi być bohaterem dla nas.

You may also read!

Konkurs literacki

Przedwojenny konkurs literacki: Już nie zapomnisz mnie... o Krakowskich artystach występujących w dwudziestoleciu międzywojennym w Krakowie.

Read More...

Spektakl: Atrament dla leworęcznych

Recenzja spektaklu Teatru KTO w reżyserii Krzysztofa Niedźwieckiego pt. Atrament dla leworęcznych komedia absurdalna na ul. Kanoniczej 1 w Krakowie

Read More...

Teatr KTO: Stroiciel Grzebieni

Recenzja spektaklu pt. Stroiciel Grzebieni w wykonaniu aktorów z teatru KTO w reżyserii Krzysztofa Niedźwieckiego na ul. Kanoniczej 1 Scena Teatru Zależnego

Read More...

Leave a reply:

Your email address will not be published.

Mobile Sliding Menu