Symulator boga – gry dające pozór wszechmocy

In Gamingowo, Rozrywka

Zapewne każdy chciałby przez chwilę poczuć się bogiem lub chociaż zobaczyć, jak to może wyglądać. Mieć wpływ na wszystko, kontrolować otoczenie, posiadać wyznawców. Istnieje na to bardzo proste rozwiązanie: wystarczy włączyć odpowiedni symulator.

 

Oczywiście nie jest to jedyne medium, które pozwala odczuć choćby namiastkę tego. Najbliższe temu będzie chyba pisarstwo, gdzie na papier możesz przelać własną wizję świata materialnego (i nie tylko), z gatunkami i rasami go zamieszkującymi. Ma w nim istnieć magia? Będzie istnieć! Występują inne prawa fizyki? Proszę bardzo. Ludzie mają po 4 metry wysokości, skrzydła i błękitną skórę? Mógłbym tak pisać jeszcze długo, nie ma to jednak wielkiego sensu, skoro tak naprawdę chodzi o to, co może przyjść do głowy, o wyobraźnię.

 

Nie to jest jednak moim zdaniem najważniejsze, lecz zupełna kontrola nad postaciami. Od twórcy tylko zależy kto jest dobry, kto zły, jakimi pobudkami się kieruje, nawet jakie myśli przychodzą mu do głowy. W troszkę mniejszym stopniu widać to w papierowych grach RPG, gdzie istnieje mistrz gry. Jest to osoba opisująca realia świata i odgrywająca wszelkie postacie niezależne. Jego zdanie jest również ostatecznie w kwestii powodzenia poczynań graczy. Nie każdy jest jednak autorem ani też ma możliwość prowadzenia gier RPG. Wtedy pozostają ci gry komputerowe.

 

Co to symulator boga?

 

Istnieje taki rodzaj gier. Nie jest on tak liczny, jest on jednak już dość stary i trwale zapisał się w historii elektronicznej rozrywki. Co ważniejsze wciąż powstają nowe tytuły. Co je wyróżnia? Otóż taki symulator pozwala na wcielenie się w istotę dysponującą nadnaturalnymi mocami, która może wpływać na otoczenie. W łagodny lub też destrukcyjny sposób. Posiadasz swoich wyznawców, którymi mniej lub bardziej musisz się opiekować – to oni zapewniają ci moc. Ich utrata oznacza koniec gry.

 

Symulator boga to podgatunek gier strategicznych. Zazwyczaj nie jesteś jedynym bóstwem, lecz tylko jedną istotą z licznego panteonu. Nie walczy się jednak z nimi bezpośrednio, wojny religijne prowadzą wyznawcy. Przejmując lub eliminując wiernych przeciwnika pozbywasz się go, zwiększając jednocześnie własne wpływy. Nie jesteś jednak wszechmocnym bogiem, choć do tego dążysz. Nie masz wpływu na to, jak początkowo wygląda mapa, ilu wyznawców posiadasz ani też nie dysponujesz najsilniejszymi mocami.

 

 

Co ważniejsze nie masz zupełnej kontroli nad ludźmi! Oczywiście, wydajesz im rozkazy. Im większy szacunek (lub też strach) w nich wzbudzasz, tym więcej dla ciebie zrobią. Lecz jeśli każesz udać się im w konkretne miejsce, wirtualny człowieczek nie musi cię posłuchać. Mają swoje własne życie, rodziny, pragnienia (oczywiście w ograniczonym zakresie). Jeśli walka nie będzie toczyć się po twojej myśli, mogą po prostu z niej uciec. Właśnie po to są boskie moce; nie tylko żeby szkodzić konkurencji, ale też wymuszać posłuszeństwo własnych poddanych.

Jak to się zaczęło – Populous.

 

Za pierwszy symulator boga uznaje się “Populous” z roku 1989, wydany przez Petera Molyneuxa. Każdy poziom to kawałek lądu, na którym znajdują się twoi oraz wrodzy wyznawcy. Zwiększając liczbę własnych wiernych zyskujesz coraz większe możliwości. Od kształtowania terenu po tworzenie bagien, a nawet wywoływanie trzęsień ziemi czy erupcji wulkanów. Gra okazała się niesamowitym hitem, otrzymała kilka tytułów „gry roku”, a recenzenci dawali jej najwyższe noty.

 

 

Dwa lata później została wydana druga część, o podtytule „Trials of the Olympian Gods”. Jako jeden z licznych potomków Zeusa dążysz do tego, aby stać się częścią greckiego panteonu. Została zwiększona liczba nadnaturalnych zdolności, pojawili się bohaterowie oraz potwory, rozwój twojej postaci, założenia gry pozostały jednak takie same. Ostatnia część, wydany w 1998 „Populous: Początek”, znacznie się różnił. Zaczynałeś jako szamanka jednego z 4 plemion, której celem jest uzyskanie boskości. Celem do jej uzyskania jest rzecz jasna pokonanie wszystkich wrogów. Największą różnicą było jednak zwiększenie kontroli nad wyznawcami. Odczucia graczy były jednak mieszane i tytuł nie był już takim hitem jak poprzednie części.

 

Molyneux w natarciu.

 

Peter Molyneux w 2001 wydał kolejną grę, w której znów wcielałeś się w boga. „Black and white” na swój czas zachwycał grafiką. Jako pomniejsze bóstwo początkowo nie dysponujesz wieloma wyznawcami i zdolnościami Gra wyróżniała się jednak dwiema rzeczami od podobnych tytułów. Pierwsze z nich to chowaniec, czyli gigantyczne zwierzę, które można uznać za twojego awatara. Walczy on nie tylko z chowańcami innych bóstw, ale też oddziałuje na twoich wyznawców. Ma swój własny charakter, uczy się z biegiem czasu i od ciebie tylko zależy, czy będzie potulny jak baranek, czy też będzie jak Godzilla niszczył wszystko w zasięgu wzroku.

 

 

Drugie to system moralności. Cały czas towarzyszy ci aniołek i diabełek, którzy namawiają do dobrych lub złych czynów. Jeżeli bliżej nam do okrutnego, mściwego bóstwa, nasze ziemie będą w ponurych kolorach. Oczywiście odbija się to również na chowańcu. Granie dobrym jest zdecydowanie trudniejsze, gdyż musisz poskromić militarne zapędy; chowaniec musi przekonywać, a nie niszczyć wrogich wyznawców, nie możesz też używać niszczycielskich zaklęć. W 2005 roku powstała druga część gry. Podobnie jak w „Populous 3” i tu zyskiwałeś większą kontrolę nad wyznawcami.

 

A co powiecie na grę diabłem? Chodzi mi o serię „Dungeon Keeper”.  Jako zarządca lochu dbasz o los takich stworzeń jak chochlik, troll czy wampir. Poza tym rozbudowujesz swoje włości, a także pilnujesz ich przed bohaterami, którzy zapuszczają się w nie w poszukiwaniu bogactw. I tu dysponowałeś nadnaturalnymi mocami; i tu twoi podkomendni mieli swoje zachowania i wymagania, nie miałeś jednak takiej kontroli nad otoczeniem jak w poprzednich tytułach. Jednym z największych plusów „Dungeon Keeper” jest za to humor.

 

Zły bóg i ewolucja.

 

W 2013 zapowiedziano „Godus”, czyli duchowego następce „Populous 3”. Niestety, gra nie została finalnie ukończona. Mimo to wciąż powstawały podobne tytuły. „From dust”, „Reprisal Universe”, „Crest”, w produkcji jest „The Universim”. Chyba najciekawiej brzmi „Skyward collapse”. W nim to dwie frakcje prowadzą nieustanną wojnę. Nie opowiadasz się za żadną z nich, celem nie jest nawet zakończenie walk – te mają trwać, tylko żadna strona nie może wyeliminować drugiej. Nie rywalizujesz z innymi bóstwami, celem jest zachowanie równowagi.

 

 

Inna tytuł to „Spore”, czyli symulator powstawania życia. Tworzysz w niej bowiem konkretny gatunek, przechodząc przez następne fazę ewolucji. Zaczynasz jako komórka, która z czasem ewoluuje w konkretną istotę. Od ciebie tylko zależy jak będzie wyglądać, czy będzie mięsożerna oraz jego ogólne usposobienie. Z czasem, gdy już zdominuje planetę, otworzy się przed nim kosmos i możliwość terraformowania innych ciał niebieskich. W „Spore” nie jesteś bogiem sensu stricte, nie masz wyznawców. Nie tworzysz nawet całego życia, gdyż planeta zamieszkana jest przez inne formy życia. Jednak pełna możliwość wpływania na rozwój konkretnego gatunku dawała poczucie boskości, której nawet nie mógł zapewnić „Populous”. W tej dysponowałeś nadnaturalnymi mocami, ale w fazie kosmicznej również możesz zmieniać wygląd planet. Co ważniejsze kontrolujesz konkretny gatunek od jego początku, wręcz kreujesz go.

 

Boskość w skali mikro.

 

A boskość na trochę mniejszą skalę? Tu pojawia się jedna z najsłynniejszych i najlepiej sprzedających się serii na komputery osobiste, mianowicie „The Sims”. Najłatwiej przyrównać ją do symulatora rodziny. Najpierw tworzysz tytułowych simów, następnie budujesz im dom, dbasz o relacje między członkami rodziny i sąsiadami, pomagasz osiągnąć osobiste cele. Jest to gra bez ustalonego celu, można w nią grać bez końca. Jeśli uznać tą grę za symulator boga, to w zdecydowanie mniejszym zakresie. Nie masz wpływu na zdarzenia losowe, takie jak pożary czy wizyty przestępców. Nie kontrolujesz poczynaniami sąsiadów.

 

 

Masz za to w pewnym stopniu wpływ na twoje simy. Od ciebie zależy jak wyglądają, w jakim są wieku oraz jak liczna będzie rodzina. To ty decydujesz o wielkości domu oraz o doborze mebli. Jesteś natomiast ograniczony budżetem, tak więc początkowo nie wybudujesz zamku. Możesz kontrolować gdzie sim pójdzie, co będzie jadł, do jakiej pracy pójdzie czy co powie innej osobie. Dysponują one jednak też częściowo własną wolą. Tak więc kiedy będzie mu się chciało udać do toalety, to do niej pójdzie. Musisz też się liczyć z ich potrzebami: nie mogą być głodne, zmęczone czy brudne. Pozostawione same sobie najpewniej szybko umrą. Oczywiście można by pewnie podać więcej przykładów, każda z tych gier, jak też zaznaczyłem, nie jest symulatorem boga sensu stricte. W „Dungeoon Keeper” z góry byłeś wskazany jako ten zły. „Spore” nie posiadało elementu religijnego, podobnie jak w „The Sims”, gdzie ograniczyło się to tylko do rodziny. Różny był poziom kontroli poddanych istot czy ludzi.

 

Pozorna wszechmoc, czyli strategie czasu rzeczywistego.

 

W tekście pomijam takie tytuły jak „God of war”, gdzie grasz bogiem wojny, ale ogranicza się to głównie do eksterminacji hord wrogów. Czy zatem boskość w grach ogranicza się mniej lub bardziej do wpływu, jaki się ma na otoczenie i posiadania wyznawców? Generalnie tak. Musisz się liczyć z wyznawcami, gdyż bez nich nie masz mocy. Oczywiście możesz wydawać im rozkazy, ale w jakimś stopniu, mniej lub bardziej, mają wolną wolę. Mogą się zbuntować, a jeśli konkurencyjna istota będzie potężniejsza, to bez wahania przejdą na jej stronę.

 

 

Oczywiście „Populous 3” czy „Black and white 2” dawały ci nad nimi większą kontrolę. Stąd właśnie chciałbym przejść do gatunku RTS, czyli strategii czasu rzeczywistego. Mechanika większości z nich jest podobna: budujesz bazę, zbierasz surowce, tworzysz jednostki, niszczysz przeciwnika. Zwyczajowo jesteś dowódcą, którego celem jest zapewnienie armii zwycięstwa. Gdzie tu więc element boskości? Otóż w takich grach jak “Warcraft”, “Command & Conquer” czy “Empire Earth” twoje jednostki nigdy ci się nie sprzeciwią. Jeżeli poślesz je na pewną śmierć, to tam pójdą. Nie posiadają morale, po których utracie uciekną z pola bitwy. Nie musisz się martwić o ich poziom zadowolenia czy przejmować wrogie jednostki.

 

Oczywiście w tych grach wpływ na otoczenie ograniczony jest głównie do twojej bazy. Tworzysz w niej jednostki i stawiasz budynki. Oraz wspomnianej już kontroli nad jednostkami. Niektóre tytuły, takie jak „Age of Mythology”, bardziej pokazywały boską obecność, gdyż podczas gry można było kontrolować mitologiczne postacie. Podobnie można uznać, że w serii „Disciples” przejmowało się kontrolę nad wybranym bóstwem i prowadziło swoją rasę do zwycięstwa.

 

Czy jest sens grać bogiem?

 

Można w tym momencie się zastanowić, dlaczego symulator boga nie daje ci poczucia zupełnej wszechwładzy? Czemu, poza kontrolą nad otoczeniem, nie masz zupełnej władzy nad jednostkami, takiej jakiej dają gry RTS? Mam na to tylko jedno wytłumaczenie: taka gra byłaby zupełnie nudna. O ile na krótką metę przyjemnie byłoby mieć pełną kontrolę nad światem, to szybko znudziłby brak wyzwań. Taka gra też nie miałaby żadnego celu, jak to ma miejsce w przypadku „The Sims”. Obecnie zresztą ciężko byłoby stworzyć taką grę, z tak rozwiniętą sztuczną inteligencją, która sprawiałaby przynajmniej pozory realności. W innym przypadku najpewniej przypominałoby to zabawę klockami Lego. Możesz z nich zbudować, co chcesz, ale ludzki nie zaczną nagle żyć swoim życiem.

 

 

Jaki zatem cel mają gry z rodzaju symulator boga? Oczywiście, poczucie boskości jest jednym z nich. Równie ważne są jednak kwestie moralne. Tak, takie gry świetnie pokazują to, jakby się człowiek zachował w sytuacji uzyskania ogromnej mocy i władzy. Oczywiście w „Populous” z góry jesteśmy postawieni przed konfliktem zbrojnym. Znacznie lepiej do tego podchodzi „Black and white”. Twoi doradcy co chwila proponują konkretne zachowanie i tylko od gracza zależy, czy pójdzie łatwą drogą, to znaczy likwidacja innowierców, czy będziesz starał się jednak ich przekonać do siebie. Po to właśnie są inni bogowie, bo ich obecność równa się obecności heretyków.

 

Zresztą coś podobnego można zaobserwować w „The Sims”. Sam pamiętam ile czasu spędziłem bawiąc się w topienie simów, celowe wywoływanie pożarów i niszczenie im życia. Choć to były ludki, które sam stworzyłem i się nimi opiekowałem, to równie ciekawe może być niszczenie im życia, rzucanie kłód pod nogami. W wielu symulatorach boga musisz celowo pokazywać swoją moc, by wyznawcy zdawali sobie sprawę z twojej obecności lub po prostu w ciebie wierzyli. Czym to różni się od ateizmu, żądającego dowodu na istnienie siły wyższej? Choć pewnie nikt nie chciałby, żeby przyjęła ona formę erupcji wulkanu.

 

Gra czy kreacja?

 

Zakładam, że najpewniej nigdy nie powstanie gra, która realnie będzie mogła oddać uczucie boskości. Taki twór musiałby mieć tak zaawansowaną sztuczną inteligencje, która realnie wierzyłaby, że żyje. Mieć możliwość pełnej kontroli nad światem, co z programistycznego punktu widzenia wydaje się niemożliwe. Coś takie w gruncie rzeczy oznaczałoby stworzenie życia. Nie będzie miało znaczenia, że będzie ono w postaci cyfrowej, gdyż istoty zamieszkujące taki świat miałyby swój własny charakter, odczucia, marzenia, niczym by się od nas nie różniły poza faktem, że zamieszkują wirtualny rzeczywistość – przynajmniej z naszego punktu widzenia.

 

 

Taka gra byłaby chyba najciekawszą, w jaką mógłby ktokolwiek zagrać. Nie tylko możliwość wcielenia się dosłownie w kogokolwiek, ale też tworzenie własnej historii, na wzór książek i filmów. Wtedy też by się okazało, ile osób naprawdę chce utopii, a ile szybko by się nią znudziło i zaczęło tworzyć własną historie. Poza tym gracz przekonałby się, jak naprawdę wygląda kwestia wolnej woli. Na ile, jako istota wyższa, pozwoliłbyś zależnym od ciebie tworom. Choć najważniejszy cel takiego symulatora jest taki sam, jak każdej innej gry – zapewnienie dobrej zabawy. A przy okazji przekonanie się, jakim by się było bóstwem, może być interesującym doświadczeniem.

You may also read!

Król jest jeden – Godzilla 2: Król potworów

Z Godzillą jest jak z urzędem skarbowym. Można przed nią zamykać drzwi, wyklinać ją, a nawet strzelać, a ta

Read More...

Ze śmiercią mu do twarzy – John Wick 3

Filmy o zawodowych zabójcach od lat cieszą się niesłabnącą popularnością. "Zabójcy" ze Stallonem i Banderasem, "Nikita", "Wanted", swojski "Killer"

Read More...

Cyrk w teatrze! Oh, what the Circus!

Zaproszenie Teatru KTO na 32. ULICA Festiwal Teatrów Ulicznych któy odbędzie się w Krakowie, 4 lipca do 7 lipca 2019 roku.

Read More...

Leave a reply:

Your email address will not be published.

Mobile Sliding Menu