Stworki na ulicy – Pokemon GO

In Gamingowo, Rozrywka

Pokemony ciągle cieszą się niesłabnącą popularnością. Ciągle wychodzą nowe gry, w coraz większej ilości miejsc da się kupić wersję karcianą, a anime liczy sobie już 22 sezony (i ponad 1000 odcinków)! Nie można nie wspomnieć o przyjemnej wersji na komórki, która dosłownie pozwala wcielić się w trenera i łapać stworki. Pokemon GO ciągle sprawia radość i nie zapowiada się, aby miał szybko zniknąć – ciągle przynosi miliardowe zyski.

 

Często ze mną jest tak, że jeśli czegoś nie spróbuje (zobaczę, posłucham etc), to nie zrozumiem, dlaczego coś stało się hitem. Tak było również w przypadku Pokemon GO, czyli gry na smartfony, która pozwala wcielić się w łowcę kieszonkowych potworów. Fajnie to wyglądało na telefonach znajomych, gdzie w tramwaju czy mieszkaniu mogli łapać Bulbasaury, Zubary czy Scythery. Sam jednak przez długi czas nie miałem urządzenia, na którym mógłbym na własnym przykładzie przekonać się, jak to jest być trenerem w realnym świecie.

Wtedy, lata temu, dzieło zdawało się być znacznie uboższe. Nie było możliwości walki między trenerami, zdobywanie gymów było takie sobie, liczba Pokemonów też była znacznie mniejsza. Wiele się jednak zmieniło od lipca 2016 roku, gdy gra miała swoją premierę. A skoro znajomi grają, to sam musiałem się przekonać, co w trawie piszczy. I czy gra w 2019 roku ciągle ma jeszcze sens.

 

Odpowiedź – ma. I to duży!

 

Nie minęła godzina, a ja już wsiąkłem. Od tego momentu minął już miesiąc, a ja zastanawiam się w jakiej kolejności ewoluować stwory. Którego wybrać na swojego przyjaciela. Jakie gymy atakować. I chodzić, chodzić i jeszcze raz chodzić. Rajdy mam już za sobą, część udana, inne nie. Wiem jednak, że Pokemon GO to tytuł, który tak szybko nie porzucę. A  nawet jeśli, to będę do niego wracał. I nie jestem w tym sam, bo patrząc się na swoją okolicę widzę, ilu mam konkurentów do miana najlepszego trenera.

Na początku tworzysz swojego awatara, który podróżuje po komórkowym świecie. A raczej realnym, bo całe otoczenie jest odwzorowaniem naszego. Gra łapie cię przez system GPS (musi być włączony) i na tej podstawie sprawdza, gdzie jesteś, ile przeszedłeś etc. Cóż, ktoś kiedyś oskarżał grę, że służy celom szpiegowskim, może coś w tym jest? Wracając dostajesz na start kilka rzeczy (w tym rzecz jasna pokeballe) oraz krótki samouczek, po którym szybko awansujesz na 5 poziom i zyskasz możliwość wyboru zespołu. Tych są 3: Valor, Mystic i Instinct. Jest to wbrew pozorom ważny wybór, bo od niego zależy jakiego koloru gymy będziesz zdobywał i które chronił. Jeśli w twojej okolicy przeważają przeciwnicy to cóż, możesz mieć przechlapane. Najlepiej wybrać ten zespół, w którym są znajomi.

 

Nie musisz się również martwić o to, że żaden pokemon nie pojawi się w twojej okolicy. Praktycznie zawsze obok powinien być z 1 stworek. A jak wygląda ich łapanie? Przyjemnie. Musisz w odpowiednim momencie rzucić kulką (czytaj ruszyć palcem) i liczyć, że ta wyląduje na milusińskim. Zdarzają się jednak harde sztuki, które nie chcą wylądować w miniaturowym więzieniu. Wtedy można je przekupić smakołykiem, po którym zgodzą się zostać twoim niewolnikiem. Są też lepsze wersje pokeballi, którymi silniejsze monstra można złapać już za pierwszym razem.

 

Nigdy się nie znudzisz.

 

Pokemon GO jest darmowe, choć za realne pieniądze można kupić różne rzeczy (wpływające na wygląd, dodatkowe pokeballe etc). Jeśli chcesz nie musisz jednak płacić, nie ma pay2win. Zresztą tą walutę da się zdobyć, choćby podbijając gymy. Na sprzęt też nie będziesz narzekał, bo pokestopów (z których wypada) jest mnóstwo. A jak wygląda sprawa ze stworkami? Sporo ich, ponad 495, od 1 do 4 generacji. Wraz z następnymi aktualizacjami można się spodziewać, że będą pojawiały się stworki z późniejszych. Poza tym część z nich ma swoje wersje regionalne, różniące się wyglądem.

Swoje miejsce znajdą ci, którzy lubią grind, ale też tacy, którzy okazjonalnie będą łapać stwory. Na pewno nigdy nie zabraknie możliwości zdobycia doświadczenia – wystarczy odwiedzić pokestop by dostać zadanie, a po jego ukończeniu znaleźć inny by uzyskać następne. Poza tym zawsze będziesz mieć przynajmniej jedno zadanie fabularne, a exp leci też za łapanie stworków, walkę, ewolucje, wykluwanie jaj…

A no tak, jaja. Od czasu do czasu trafi ci się jakieś. Wystarczy przejść odpowiednią długość (2 km, 5 km, 10 km) by wyszedł z niego stworek, z większą ilością kulek potrzebnych do jego ewolucji. Kulki (wraz z gwiezdnym pyłem) służą też do zwiększania ich siły. Można również wybrać swojego partnera, by po przejściu iluś tam kilometrów dostać jego kulkę. Ach, i osiągnięcia. Złap konkretny rodzaj pokemonów, odwiedź tyle pokestopów, walcz tyle razy… Opcji jest tyle, że ciągle odkrywam coś nowego i coś dostaje. Niantic, Inc. zarabia na tym grube dolary, bo stara się robić wszystko, aby zachęcić do gry.

 

Chodzić, chodzić i jeszcze raz chodzić!

 

Gra największy tryumf święciła w 2016, ale i teraz nie jest tak źle. Wedle tego artykułu w maju zeszłego roku liczba aktywnych kont wyniosła ponad 147 mln osób, a trasa, którą gracze przeszli, przekracza już długość naszego układu słonecznego! Podczas wydarzenia w kilku miastach w wakacje zebrało się prawie pół miliona osób! Oczywiście media straszyły wypadkami, stąd w samej grze są ostrzeżenia, by uważać na otoczenie oraz informacja o potencjalnie niebezpiecznej pogodzie.

A jak wygląda sytuacja nad Wisłą? W 2016 w Pokemon GO grało ponad 1,5 mln osób. Oczywiście od tego czasu ich liczba pewnie spadła (ciężko było mi znaleźć konkretne statystyki), acz nie zdziwiłbym się z liczby 200-300 tysięcy osób. Ostatnio w jednej galerii spotkałem parę emerytów, która przyjechała na koncert Roda Stewarta. Żona uwieczniała męża, z którym wspólnie pokonywaliśmy bossa. To pokazuje, że dla tej gry wiek nie ma znaczenia.

Nie mówiąc już o tym, że zmusza ona do chodzenia. Ostatnio, jeśli mi się nie spieszy, wolę sobie wyjść ten przystanek czy dwa wcześniej, byle tylko złapać ten kilometr, który potrzebuje. Jeśli miałbym wskazać tytuł, który zmusza do aktywności fizycznej, to Pokemon GO zajmie miejsce na podium.

A o tym, że coś się ciągle dzieje na rynku, pokazuje działalność konkurencji. Niedawno wyszedł Harry Potter: Wizards Unite, który jest bardzo podobny do tytułu z Pikachu. Ciężko mi powiedzieć, jak mu pójdzie, bo Potteromania już minęła, gdy fani pokemonów ciągle coś dostają (ostatnio film aktorski). Prawdziwa konkurencja przyjdzie jednak ze strony Microsoft. Nie wiadomo kiedy pojawi się Minecraft Earth, ale do bety można się już zapisywać. Czy Charmander pójdzie w odstawkę? Czas pokaże, a ja idę łapać Zubata.

You may also read!

Ze śmiercią mu do twarzy – John Wick 3

Filmy o zawodowych zabójcach od lat cieszą się niesłabnącą popularnością. "Zabójcy" ze Stallonem i Banderasem, "Nikita", "Wanted", swojski "Killer"

Read More...

Cyrk w teatrze! Oh, what the Circus!

Zaproszenie Teatru KTO na 32. ULICA Festiwal Teatrów Ulicznych któy odbędzie się w Krakowie, 4 lipca do 7 lipca 2019 roku.

Read More...

Brightburn – bestia zamiast superbohatera.

Zapewne każdy zna tę historię. Kosmiczne dziecko przybywa na Ziemię i trafia na małą farmę, gdzie bierze go w

Read More...

Leave a reply:

Your email address will not be published.

Mobile Sliding Menu