Serial Wiedźmin – plastik, Geralt, miecz i kicz

In Kinomania, Rozrywka

Wiedźmin stał się światową marką, a Geralt jednym z symboli popkultury. Gry stały się prawdziwszymi hitami, a 3 część określa się jako jedną z najlepszych gier RPG. Książki sprzedają się na całym świecie, tytułem zainteresował się też Netflix. Nie wszystko z nim związane okazało się hitem. Wiele osób chciałoby zapomnieć o pierwszej ekranizacji.

 

Netflix zapowiedział, że pierwszy sezon serialu „Wiedźmina” pojawi się w 2020 roku. Będzie liczył 8 odcinków i można spodziewać się, że po ciepłym przyjęciu gier i książek i on osiągnie sukces. Choć seria gier o Geralcie kończyła się na “Dzikim Gonie”, to niewykluczone, że pojawią się inne tytuły z tego uniwersum. Tyle, że Geralt nie będzie już głównym bohaterem. Podobnie jest w przypadku książek, gdzie w 2013 pojawił się „Sezon burz”. Można powiedzieć, że Polska zyskała silną markę w światowej popkulturze; coś, co jest znane od USA po Japonię.

A mimo to wciąż pamięta się o filmie z roku 2001 i serialu, który pojawił się rok później. Możliwe, że pod względem wykonania, efektów specjalnych i wierności oryginałowi jest to jedna z najgorszych produkcji fantasy. Nie wiadomo, co bardziej mierzi – żałosne efekty specjalne, czy denna fabuła, która nie tylko nie idzie z kanonem książek, co wręcz często im zaprzecza. Do dziś film często pojawia się w rankingu najgorszych Polskich produkcji. Gdzie popełniono błąd i czy naprawdę mamy do czynienia z taką porażką?

Dobrego złego początki.

Na początku nic nie zapowiadało klapy. Wydawało się, że „Wiedźmin” nie mógł znaleźć lepszego aktora do tytułowej roli niż Michał Żebrowski. Ucharakteryzowany naprawdę wygląda jak Geralt. Na ruszt wzięto fabułę kilku opowiadań nie wchodzących w skład pięcioksięgu, co wydawało się sensownym rozwiązaniem. Gdyby film i serial okazali się hitem, można by było nakręcić następne części. Scenarzyści zostawili sobie również otwartą furtkę, przez co do produkcji wkradła się ich inwencja twórcza. Co ciekawe już podczas produkcji pojawił się „”Komitet Obrony Jedynie Słusznego Wizerunku Wiedźmina”, który protestował choćby przy wyborze głównego bohatera. Kto wie, może gdyby ich posłuchano, uniknięto by gigantycznej klapy?

Wspaniała kreacja na Halloween.

Niektórzy mogą nie wiedzieć, ale film, choć wyszedł jako pierwszy, był tylko dodatkiem do serialu, który liczy sobie 13 epizodów. Reżyserem został Marek Brodzki, za scenariusz odpowiadał Michał Szczerbic, który przed premierą poprosił o wykreślenie swojego nazwiska w napisach (wbrew pewnemu poglądowi nie jest to jedyny taki przypadek w Polsce). Oficjalnym powodem miało być zbyt duże odejście od materiału źródłowego, niewykluczone jednak, że wyczuł jakie przyjęcie czeka film i nie chciał być z nim kojarzony. Kolejną ciekawostką może być to, że za produkcje filmu odpowiadał Lew Rywin, zanim jeszcze wybuchła afera nazwana jego nazwiskiem.

Na pewno mocną (o ile nie najmocniejszą) stroną filmu jest muzyka, za którą odpowiadał Grzegorz Ciechowski. Za album z muzyką filmową w 2002 otrzymał pośmiertnie Orła, a promującą piosenkę „Nie pokonasz miłości” śpiewał Robert Gawliński. To jedyna nagroda, na jaką mógł liczyć ten film. Kilka utworów zagrał Zbigniew Zamachowski, który grał rolę Jaskra. Z całego filmu to ona zdecydowanie najlepiej zapada w pamięć.

Typowa wiedźmińska zbroja.

Całkiem dobrze wypadają też walki, te są w miarę realistyczne (pomijając rzucane czary). Michał Żebrowski przez kilka miesięcy intensywnie ćwiczył, co widać. Starcia są krótkie i krwawe, często jeden cios kończy wszystko, nie ma tu kilkuminutowego machania mieczem przez obu walczących. Choć i tu wkradła się pewna zmiana. Otóż w książkach Geralt posługiwał się mieczem półtorarocznym, tu natomiast używa katany. Nie jest to jedyny wątek Japoński, bo w serialu występuje jeszcze wiedźmini w samurajskich zbrojach. Oczywiście można zrozumieć fascynację Dalekim Wschodem, ale to zdecydowana przesada.

Budżet wyniósł prawi 19 mln złotych, co na czas powstania czyniło go 5 najdroższą polską produkcją. Dla porównania, „Władca Pierścieni: Drużyna Pierścienia” miała do wydania 93 miliony dolarów, a średnio każdy odcinek „Gry o Tron” kosztuje 10 milionów. Oczywiście nie ma co porównywać produkcji Polskich i Amerykańskich, ale „Wiedźmin” miał niewiele mniejsze budżet niż „Ogniem i Mieczem”, a przecież ten pierwszy nie posiadał scen batalistycznych. Patrząc się na efekty specjalne ciężko uwierzyć, że to one pochłonęły taką sumę. Niewykluczone, że gros pieniędzy poszedł na aktorów, bo rzeczywiście zagrało wielu ówcześnie znanych. Z marnym skutkiem warto dodać.

Mutant przeciw potworom.

To niewiarygodne, jak można tak zepsuć fabułę, gdy ma się taki materiał bazowy. W końcu „Wiedźmin” oparty był na „Ostatnim życzeniu” i „Mieczu przeznaczenia”, które to były zbiorem opowiadań. Wystarczyło, by każdy odcinek opowiadał jedną historię, a film był w miarę rozsądnym zlepkiem. Zamiast tego łączono kilka naraz, zmodyfikowano istniejące i dodano coś od siebie. Zupełnie chybionym pomysłem było pokazanie dzieciństwa i nauki Geralta na Wiedźmina; coś, czego nie było w prozie Andrzeja Sapkowskiego. Dodano kilka nowych postaci (żadna nie zapada w pamięć, łącznie z głównym złym – Falwickiem).

Krasnoludy z Polski.

Historia zaczyna się, gdy mały Geralt zostaje odebrany rodzicom dzięki prawu niespodzianki. Pobiera nauki w Kaer Morhen i po staniu się pełnoprawnym zabójcą potworów wyrusza na trakt. A raczej zostaje zmuszony do odejścia, gdyż z jakiegoś powodu część mistrzów nie przepada tam za nim. Powiem więcej, chcą go zabić. Na trakcie mierzy się zaś z plastikowymi potworami, cyfrowymi smokami, spotyka rycerza w masce potwora z supermarketu i krasnoludy, które z krasnoludami mają tyle wspólnego, że wyglądają jakby właśnie wyszły z kopalni. Tyle, że węgla brunatnego, a nie złota. O elfach z przekory nie wspomnę. Powiem tyle, że wyglądają jakby urwały się z Peru.

I elfy z Polski.

Po tych zacnych przygodach Geralt szuka Ciri, swojego dziecka niespodzianki, której szuka również wywiad Nilfgaardu, z renegatem – byłym wiedźminem Falwickiem na czele. Akcja kręci się to tu, to tam, Geralt macha samurajskim mieczem, dokonuje masakry na rynku, walczy z komputerowymi monstrami, mierzy się z Falwickiem, miesza mistrzów Kaer Morhen z błotem i odjeżdża z Ciri w blasku zachodzącego słońca. Wybaczcie, że zdradziłem po części fabułę, ale jeśli spodziewacie się dobrego kina fantasy, z zaskakującymi zwrotami akcji, to lepiej włączcie „Grę o Tron”.

Co nie wyszło?

Pora więc powiedzieć, dlaczego „Wiedźmin” jest jedną z najgorszych Polskich produkcji. O ile Michał Żebrowski jeszcze pasował do tytułowej roli, to reszta ekipy już niezbyt. Twórcy wyraźnie nie rozumieli postaci Jaskra, obsadzając w jego roli Zbigniewa Zamachowskiego. O ile aktor humorem i stylem starał się dorównać oryginałowi, to choćby z wyglądu nie pasował – Jaskier był przystojnym i charyzmatycznym bardem. Sporo kontrowersji wzbudziło również obsadzenie Grażyny Wolszczak jako Yennyfer. Za to Ciri to zupełna porażka, która po filmie zyskała tytuł „robota”.

A to dopiero początek. Tak się szczerze zastanawiam, czym się kierowali twórcy podczas obsadzania niektórych rol. Przecież musieli wiedzieć, jaki będzie tego odbiór społeczny. Żebrowski jako Geralt spełnia swoją rolę, tu akurat krytycy go chwalą. Ale w rycerza Eycka z Denesle, który mierzy się ze złotym smokiem, wcielił się skądinąd świetny Marek Walczewski. Każdy, kto to oglądał, widział jednak Stępnia z „13 Posterunku”. A co powiecie na serialowe krasnoludy. Chyba każdy wie jak one wyglądają – niskie, muskularne i brodate. Tu miały one doklejane brody i przypominały żuli, a nie dumną rasę. A znanego z serii Yarpena Zigrina wcielił się Jarosław Boberek, którego z postacią łączyło jedynie imię. Nie sposób również zapomnieć setnika granego przez Ryszarda Kotysa. Na YouTube można znaleźć filmy „Wiedźmin spotyka Mariana Paździocha”. Pisze o tym wszystkim by pokazać, jak słabo dobrano aktorów. To tak, jakby we „Władcy Pierścieni” Gimliego miał zagrać Jack Black.

Okrutna strzyga.

Efekty specjalne? Te wołają o pomstę do nieba. Z wszelkich zaklęć aż bije pikseloza. Cyfrowy smok do dzisiaj jest pośmiewiskiem internetu. Jeż z Erlenwaldu wygląda tak, jakby ubrał się na Halloween. I te wszystkie plastikowe potwory, przy krórych monstra z „Power Rangers” wyglądają na produkt wysokobudżetowy. Strzyga wzbudza co najwyżej uśmiech politowania. Mógłbym tak dalej wymieniać, tylko po co kopać leżącego psa, ale po cóż to robić, skoro plusy tego dzieła można wyliczyć na palcach jednej ręki.

A może nie tak źle?

Wiedźmin” powstał na początku ubiegłej dekady, gdy tryumfy święciła seria „Władcy Pierścieni”. Zdawało się, że nie może być lepszego okresu do kręcenia kina fantasy. Tyle, że to trzeba umieć kręcić. Z wyłożonych pieniędzy zwróciła się ledwie połowa, a pojawienie się serialu wywołało następne fale śmiechu. I nie pomogła płyta z muzyką, mnóstwo dodatków czy gra RPG, która pojawiła się w podobnym czasie. Film i serial zostały uznane za jedne z najgorszych nie tylko adaptacji, ale też produkcji filmowych.

Dla kogo powstał „Wiedźmin”? Można powiedzieć, że dla fanów książek, ale ich tak duże odejścia musiały zdenerwować. Z kolei reszta oglądała to jako tanią podróbkę fantasy. Aż dziw, że ktoś to wypuścił. I tu można zadać pytanie – czy z takim budżetem można to było nakręcić lepiej? Prawie połowa pieniędzy poszła na reklamę. Może gdyby nie to część efektów specjalnych lepiej by wyglądała? Może gdyby Andrzej Sapkowski lub inny fan sagi miał większy wpływ na produkcje, jej odbiór nie byłby taki zły. Ponoć producenci naciskali na to, by używać w filmie gumowych potworów. Na pewno więc film i serial mógł być lepszy. Może nie podbiłby świata, ale byłby porządną produkcją.

I dostojny smok.

A może to jest tak, że Polacy są uprzedzeni do tej produkcji? Wielkim zaskoczeniem było dla mnie to, że odbiór zagranicznych widzów nie jest taki zły. Można się o tym przekonać oglądając „Wiedźmina” z angielskimi napisami na YouTube. Fakt, zwracają uwagę na mały budżet i gumowe potwory. A mimo to cenią aktorstwo, wykonanie i generalnie twierdzą, że nie jest tak źle. Jakoś mnie samemu ciężko postawić ten film obok „Ciacho”, „Yyyreek!!! Kosmiczna nominacja”, „Serce Gór” czy „Botoks”.

Teraz zaś za produkcje nowego serialu zabrał się Netflix i można się spodziewać wysokobudżetowej, iście Hollywoodzkiej produkcji. Pewnym zaskoczeniem może też być „Pół Wieku Poezji Później”, czyli fanowski film inspirowany prozą Sapkowskiego. Ma to być pełnometrażowa produkcja, na którą trwa zbiórka pieniędzy. Większość aktorów gra za symboliczną kwotę, a z gwiazd można wymienić Zbigniewa Zamachowskiego, który ponownie wcieli się w Jaskra. Może więc lepiej by było, gdyby i „Wiedźmin” z 2001 był robiony przez fanów dla fanów?

You may also read!

Gadu Gadu, czyli komunikator w erze messengera.

Wiele osób od dawna wieszczy mu koniec. Miał przeminąć w czasie, gdy rządzi Facebook, Snapchat i Twitter. Mimo to Gadu Gadu, znane też jako GG, trwa dalej, powracając co jakiś czas jak temat bumerang. Czy uśmiechnięte słońce dalej ma szansę?

Read More...

Wielkanoc 2019

Wielkanoc trwa w najlepsze. Z tego powodu Z tego powodu załoga portalu Coolturowo.pl życzy wam wszystkim wszystkiego najlepszego.   Tegoroczne święta

Read More...

Panika! Wariat na horyzoncie…

Raport Panika - Arti Grabowski Teatr KTO, scena klasyczna AST w Krakowie 5 kwietnia 2019r. godz. 19.00 Poeci i wariaci mają tę

Read More...

Leave a reply:

Your email address will not be published.

Mobile Sliding Menu