Rasputin.

In Kinomania, Rozrywka

Każdy kraj posiada w swojej historii kontrowersyjne, niejednoznaczne postacie. Rosja nie jest wyjątkiem, o czym najlepiej świadczy poprzedni wiek. Jedną z najbardziej tajemniczych, czy wręcz mistycznych, jest Rasputin. Mnich oskarżany o najgorsze bezeceństwa, który znalazł się w otoczeniu samego cara. Całkiem niedawno miałem okazję zapoznać się z serialem opowiadającym jego historię.

 

Każdy, kto w jakimś stopniu interesuje się historią, musiał słyszeć o tym enigmatycznym mnichu. Rasputin, bo o nim mowa, ciągle wzbudza ogromne zainteresowanie, które wykracza daleko poza matuszkę Rosję. Ciężko powiedzieć, co o nim jest prawdą? Święty mąż, któremu leżało dobro Rosji i innych ludzi? Manipulator, który pragnął władzy? Szaleniec uważający się za mesjasza? Dysponował nadnaturalnymi mocami, czy też był zręcznym szarlatanem? Maniak seksualny czy ofiara złej prasy?

Rasputin znalazł sobie również miejsce w popkulturze. Czy to jako nemezis Hellboy’a, główny zły w bajce „Anastazja”, bohater piosenek Boney M, Therion i Mastodon, czy w końcu bohater serii komiksów ze stajni Image. Wielu znanych aktorów wcielało się w tą postać, między innymi Christopher Lee, Alan Rickman, Gérard Depardieu, zrobi to nawet Leonardo DiCaprio! Oczywiście nie wszystko jest zgodne z historią, częściej nawet dominują elementy fantastyczne. Dlatego przyjemnie było zobaczyć serial „Rasputin” z 2014 roku , który starał się być jak najbardziej zgodny z historią, bez uciekania się w magię.

Śledztwo w dobie rewolucji.

 

Rok 1917, właśnie zakończyła się rewolucja lutowa, w tle tli się przewrót bolszewicki. Władze powołują komisje, która ma rozwiązać sprawę śmierci Grigorija Rasputina. Poza tym ma odkryć prawdę na temat jego pochodzenia oraz zbadać jego wpływ na carską rodzinę. Na czele śledztwa staje Heinrich Svitter, doświadczony detektyw. Prawdziwym celem śledztwa ma być nie tyle odkrycie prawdy, co okazanie go w jak najgorszym świetle, a wraz z nim carskiej rodziny. Svitter podchodzi do sprawy całkiem poważnie i nie zamierza być marionetką władz.

Serial dzieje się na dwóch płaszczyznach. W pierwszej widzimy starania Svittera, który łączy fakty z życia Rasputina oraz spotyka się z osobami, które mogą coś wiedzieć. Nie ma ułatwionego zadania, gdyż góra żąda konkretnych rzeczy, niewiele osób chce mówić o Grigoriju otwarcie, a każdy, kto tylko może, stara się opuścić kraj. Detektyw na swej drodze spotka osoby, które promowały Rasputina, jego córkę, a nawet samą carską rodzinę! Nie popada przy tym w paranoje, nie dostaje manii na jego punkcie. Ot kolejny mord, w którym trzeba znaleźć sprawców. Przy okazji stara się odkryć, czy Rasputin naprawdę dysponował mistycznymi zdolnościami.

Druga płaszczyzna to przeszłość, opowiadająca o dziwnym mnichu. Nie ma mowy jednak o całym życiu, nie widzimy jego dzieciństwa. Serial cofa się do czasu, gdy Rasputin opuszcza swoją wioskę i udaje się w podróż po Rosji. Dołącza do sekty chłystów, z którą później popada w konflikt. Kilka razy niemal traci życie, ale szczęście stoi po jego stronie. Dokonawszy kilku cudów wzbudza zainteresowanie, aż wzywa go carska rodzina. Następca tronu jest śmiertelnie chory na hemofilię i w „świętym mężu” upatruje się ratunku. Nie wszystkim podoba się panoszenie otwarcie mówiącego mnicha.

Kontrowersyjna postać, łagodny serial.

 

Jeśli ktoś spodziewa się po tym serialu orgii za orgią, to srodze się zawiedzie. Pewnie gdyby za produkcje wzięło się HBO, to ów dzieło puszczano by po godzinie 22. Jest to jednak rosyjski twór, więc nie ma za dużo krwi, podobnie jak nie uświadczymy scen erotycznych. Andrey Smolyakov wciela się w rolę śledczego Svittera, natomiast Rasputina gra Vladimir Mashkov (który rok wcześniej w filmie „Rasputin” grał cara Mikołaja II). Aktorzy zagrali świetnie, szczególnie Vladimir, który jako mnich czasami wyglądał wręcz złowieszczo. Reszta aktorów nie rzuca się tak w oczy.

Poza otwierającym utworem nie przypominam sobie żadnej muzyki z tego serialu. To dziwne, bo to jest jedna z najważniejszych rzeczy, na które zwracam uwagę i często dobra muzyka podnosiła ostateczną ocenę dzieła. Tu na pewno nie będzie ona na plus. W przeciwieństwie do kostiumów i scenografii, te są pierwszorzędne. Szczególnie biorąc pod uwagę, że nie pozwolono na kręcenie scen w cerkwiach, więc zbudowano imitujące je budowle. Stroje z epoki są naprawdę przyjemne dla oka i są mocnym plusem serialu.

Ale największą zaletą jest to, że stara się na tyle, ile może, być wierny historii. Nie ma czarnej legendy, wedle której orgia goniła orgię (co zresztą przewidywał Svitter). Choć kobiety kręciły się wokół mnicha i pewnie miał kochanki, to jednak nie był najpewniej taką seksualną bestią, jak go opisywano. Również twórcy ciekawie podeszli do tematu nadnaturalnych zdolności mnicha. Choć są sceny to sugerujące, to ostatecznie nie wiadomo, czy dysponował nimi naprawdę, czy tylko był zręcznym hipnotyzerem. Wszystko zależy od interpretacji widza. Podobnie pozytywnie mnie zaskoczył moment śmierci Rasputina, który najpewniej nie wyglądał tak niesamowicie. Przedstawiono też całkiem interesujący powód śmierci, który zahaczał wręcz o międzynarodową intrygę.

Rasputin wiecznie żywy.

 

Dla kogo więc jest serial „Rasputin”? Wszyscy ci, którzy przyzwyczaili się do historycznych dzieł z logiem HBO mogą poczuć się zawiedzeni. Akcja jest wolna, czasem wręcz dzieło jest przegadane. Za to na pewno spodoba się wszystkim tym, którzy przepadają za historyczną dokładnością. To serial biograficzny, który nie koloryzuje faktów. Ciekawą rzeczą było zrobienie głównym bohaterem nie samego mnicha, a śledczego badającego jego historię. Całość pokazuje, jak dziwny i ciężki dla tego kraju był okres detronizacji Romanowów.

Ci, którzy wiedzą więcej o życiu Rasputina, nie dowiedzą się raczej niczego więcej o nim. Ci, którzy natomiast chcą się czegoś dowiedzieć, dostaną porządną i niezbyt długą lekcję (całość to 8 odcinków). Wszystko w ładnej oprawie, jak najbardziej trzymając się faktów. Rzadko w naszym kraju słyszy się o rosyjskich serialach, a „Rasputin”, choć nie najnowszy, jest całkiem udaną produkcją. Może nie wybitną, ale wartą zobaczenia dla wszystkich zainteresowanych historią.

Zapisz się do naszego Newslettera!

Chcesz dołączyć do #CoolturowejRewolucji? Bądź zawsze na bierząco z #PełnąCoolturą. Zaprenumeruj newsletter!

*na pewno nie dostaniesz od nas żadnego spamu :)

You may also read!

Michał Hrisulidis “Złożony”

Gdy za oknem taki śnieg, aż nie chce się wychodzić z domu. A szkoda, bo zima to świetny okres do odwiedzenia muzeum czy galerii. Między innymi możecie zapoznać się z wystawą "Złożony", której autorem jest Michał Hrisulidis. Wystawa do zobaczenia w Galerii Miejskiej we Wrocławiu. Smaczku dodaje fakt, że mija 30 lat od pierwszej wystawy pana Michała, która miała miejsce w tej galerii!

Read More...

Pudełko z guzikami Gwendy.

Stephen King pisze już kilkadziesiąt lat i nie zapowiada się na to, aby miał nagle przestać. To akurat dobra wiadomość, bo od niepamiętnych czasów jestem fanem jego pióra. Czy to kryminałów, dramatów czy rzecz jasna horrorów. Tylko jego “Mroczna wieża” mi się nie podoba. Za to “Pudełko z guzikami Gwendy” od razu pochłonąłem i powiem jedno - kawał dobrej literatury!

Read More...

Oakwood – horror z dinozaurami

Każdy fan “Jurassic Park” (i dinozaurów w ogóle) pewnie z miłą chęcią pograłby w jakąś dobrą grę z wielkimi gadami w roli tytułowej. Poczuć ten dreszczyk emocji, gdy ściga cię Tyrannosaurus Rex. Niestety, choć częściowo moda na nie wróciła, to wielcy wydawcy zdają się tego nie zauważać. “Oakwood” choć krótkie, stara się chronić honoru branży.

Read More...

Leave a reply:

Your email address will not be published.

Mobile Sliding Menu