Okiem starego wyjadacza – Teknoman.

In Kinomania, Rozrywka

“W roku 2087 Ziemia została zaatakowana przez obcych. Dowodzi nimi Darkon. Tylko Kosmiczni Rycerze mogą mu się przeciwstawić” – tak zaczyna się czołówka “Teknoman”, jednego z najbardziej hardkorowych anime, jakie kiedykolwiek puściła Polska telewizja. Od razu chce powiedzieć, że materiał może zawierać spoilery zdradzające fabułę.

 

XXI miał być złotym okresem w historii ludzkości. Wokół ziemi krąży Orbitalny Pierścień, megalityczna stacja kosmiczna, inne statki wyruszają w dalekie podróże. Jeden z nich, “Argos”, natrafia za Saturnem na tajemniczy pojazd, który postanawia zbadać. Okazuje się, że należy on do rasy Venomoidów, która ma wrogie zamiary. Część załogi ginie, inni poddani są okrutnym eksperymentom. Kosmici dowiadują się również o istnieniu Ziemi.

 

Nie mija dużo czasu i błękitna planeta została zaatakowana. Mięsem armatnim są krabo-pająki, gigantyczne owady, którym nie straszna jest broń palna, czołgi i samoloty. Największe miasta szybko zamieniają się w ruinę, a ludzkość ogranicza się do kilku skupisk. Równorzędną walkę z obcymi starają się podjąć “Kosmiczni Rycerze” – grupa naukowców i żołnierzy, którzy jednak ze względu na możliwości nie mieli wielkich szans na wygraną. Nie mieli, aż dosłownie z nieba nie spadł Blade. Mężczyzna ten, przy pomocy pewnego kryształu, może zmienić się w chodzącą maszynę zagłady o nazwie Teknoman. Miecz Damoklesa, wyraźnie wiszący nad ludzkością, cofa się.

 

Teknoman to cudowny rodzaj zbroi, którego posiadacz może latać, przebywać w próżni i skrajnych warunkach atmosferycznych. Posiada broń do walki wręcz, kruszy tytan i generuje mordercze fale plazmowe. Darkon, przywódca najeźdźców, wyczuwa zagrożenie i wysyła do walki swoich teknomanów. Swoje 5 groszy postanawia wtrącić też wojsko, któremu nie podoba się autonomia Kosmicznych Rycerzy i postanawia stworzyć własną superbroń. Ludzie zdają się i tal być w gorszej sytuacji, bo kosmici nie tylko górują pod względem ilości pancerzy, co zdają się mieć lepszych operatorów…

 

Dramat wojenny, post-apo, komedia i romans.

 

W 1975 znane studio Tatsunoko stworzyło anime “Kosmiczny rycerz Teknoman”, które miało prostą fabułę – umierająca Ziemia, kosmici, szukanie nowej planety. Dla obrony ludzi stworzono specjalny pancerz, którego nic się nie imało. Lata mijały, studio wydawało nowe produkcje, aż w 1992 ktoś przypomniał sobie kosmiczną epopeję. Postanowiono ją reaktywować i dostosować do realiów lat 90.

 

Mamy więc wojnę z kosmitami w realiach zniszczonej Ziemi. Ostatnia nadzieja to tajna organizacja paramilitarna. Główny bohater wiąże się w romans, który nie wszystkim się podoba. Żeby było ciekawiej cierpi na amnezję. Poza tym mnóstwo innych dramatycznych historii, też u tych złych. Dla równowagi częste elementy humorystyczne. Przypomina wam to coś? Podobnie wyglądał “Generał Daimos” (o nim przeczytacie tutaj), choć tam walczono przy pomocy wielkich robotów. Nie zdziwiłbym się, gdyby Tatsunoko w dużej mierze z niego nie brało inspiracji.

 

 

“Teknoman” to, na dobrą sprawę, dramat wojenny. Praktycznie nie ma odcinka, w którym coś by się nie działo, a w późniejszych odcinkach walki między teknomanami są normą. Pojawiają się również wątki rodzinne, które w drugiej połowie stają się de facto główną osią serialu. Poza tym większości głównych bohaterów poświęcony jest przynajmniej jeden odcinek.

 

Japońska czy Polska wersja?

 

Wersja puszczana na Fox Kids była rzecz jasna zdubbingowana i, podobnie jak na zachodzie, ocenzurowana. Jak można się spodziewać zmieniono ścieżkę dźwiękową, a także wycięto co brutalniejsze sceny i te zawierające nagość (tak, były takie). Bynajmniej nie chodzi mi o kilka minut, gdyż różnica wynosi aż 7 odcinków! Oryginalnie powstało ich 50, do nas zawitało ich 43. Poza zmianami imion bohaterów różnice są takie, jak np. definitywna śmierć niektórych postaci.

 

Rodzima wersja już w czołówce w dużym skrócie opowiada całą fabułę. Przyjemna rzecz dla kogoś, kto nie oglądał od początku. Jest ugrzeczniona, więc zdecydowanie bardziej nadaje się dla młodszego widza. W muzyce dominuje wpadające w ucho techno. Chyba jednak najlepszym plusem jest dubbing, który jak dla mnie przewyższa nie tylko wersję angielską, ale także japońską. Głos Blade’a należy do Jacka Rozenka, poza tym mamy Piotra Adamczyka, Małgorzatę Foremniak, Krzysztofa Kołbasiuka, Agatę Kuleszę i wielu innych. Poza tym ma minimalnie lepszą kreskę.

 

 

Japoński “Teknoman” wita nas J-rockowymi kawałkami oraz brakiem cenzury. Całość jest bardziej dramatyczna, kiedy ktoś ma zginąć to ginie, kiedy ma być pokazana dewastacja Ziemi (oraz cywilów), to jest to pokazane. Bardziej też naznaczona jest tragedia głównego bohatera i to z kim on naprawdę walczy. Oryginał zdecydowanie przeznaczony jest dla nastolatków, jak i też starszego widza.

 

Czy jest sens wracania do “Teknoman”?

 

Wiele anime źle się zestarzało.Nie ma co kłamać, czas robi swoje. Na swoje szczęście “Teknoman” tego uniknął, a szczególnie wersja, która u nas była puszczana. Kreska tak nie razi, podobnie jak muzyka i przede wszystkim fabuła. To dalej SF dramat wojenny, który przyjemnie się ogląda. Tak, nawet ocenzurowaną, zachodnią wersję. Dialogi nie brzmią sztucznie, a sceny walki nie są przekombinowane. Jeżeli więc serial was zainteresował, lub też chcielibyście wrócić do niego po latach, gorąco polecam.

 

Po pierwszej serii powstało kilka odcinków specjalnych, w tym kilkuminutowy “Missing link”, który zapowiadał to, czego dalej można się spodziewać. A wyglądało miodnie. Zmiana głównego bohatera, nowa wojna z kosmitami, zdrada Blade’a i tragiczna historia miłosna, która żywcem wyjęta jest ze Szekspira. Gdyby tak wyglądała kontynuacja, to dosłownie byłoby jedno z najlepszych anime, jakie widziałem. Zamiast tego powstał “Tekkaman Blade 2”, który z dramatem wojennym ma tyle wspólnego, że jest dramatem. Jego największą zaletą jest to, że ma tylko 6 odcinków i katorga nie trwa długo. Od tego czasu jedynym miejscem gdzie pojawił się Teknoman był  występ w grze “Tatsunoko vs Capcom”. Albo więc historia kosmicznych rycerzy umarła definitywnie, albo przyjdzie nam czekać wiele długich lat, nim ktoś sobie o nich przypomni.

You may also read!

Konkurs literacki

Przedwojenny konkurs literacki: Już nie zapomnisz mnie... o Krakowskich artystach występujących w dwudziestoleciu międzywojennym w Krakowie.

Read More...

Spektakl: Atrament dla leworęcznych

Recenzja spektaklu Teatru KTO w reżyserii Krzysztofa Niedźwieckiego pt. Atrament dla leworęcznych komedia absurdalna na ul. Kanoniczej 1 w Krakowie

Read More...

Teatr KTO: Stroiciel Grzebieni

Recenzja spektaklu pt. Stroiciel Grzebieni w wykonaniu aktorów z teatru KTO w reżyserii Krzysztofa Niedźwieckiego na ul. Kanoniczej 1 Scena Teatru Zależnego

Read More...

Leave a reply:

Your email address will not be published.

Mobile Sliding Menu