Okiem starego wyjadacza – Digimon.

In Kinomania, Rozrywka

Grupa dzieci podróżuje z małymi potworkami i walczy z innymi potworami. Brzmi jak “Pokemon”? Stety lub niestety nie, albowiem mowa o “Digimon” – anime, które w swoim czasie było nawet popularne w Polsce, ale nie miało co rywalizować z żółtą myszą. A mimo to do dziś łezka mi się kręci jak sobie je przypominam.

 

Oj nie miało szczęścia “Digimon” na świecie, nie miało, a nad Wisłą miało już zupełnie przechlapane. Szalała u nas Pokemonmania, stąd do Digimonów przylgnęła łatka podróbki. RTL 7 zalewała japońskimi animacjami, ze swoim głównym atutem w postaci “Dragon Ball Z”, który miał swoje głośne 5 minut. Nawet na macierzystej stacji FOX KIDS “Digimon” musiało rywalizować z “Teknomanem”, który był zdecydowanie bardziej doroślejszy.

Mimo wszystkich przeciwności losu zdołało zebrać sobie grono wiernych fanów, którzy czekali na każdy następny odcinek. Niniejszy wpis będzie poruszał tylko pierwszą serię “Digimon Adventure”, gdyż tylko ta została wyemitowana w naszym kraju. Co jest o tyle ciekawe, że przynajmniej następną serię mogło zobaczyć większość sąsiadujących z nami krajów. Ale do walk… rzeczy.

 

Wkroczmy do cyfrowego świata.

 

Tai, Matt, Sora, Izzy, Mimi, Joey i T.K. to grupa dzieci, które wspólnie znalazły się na letnim obozie. Wszyscy mniej lub bardziej się znali, niektórych łączą więzy rodzinne. Traf chce, że podczas jednej wycieczki owa grupa trafia do cyfrowego świata. Bynajmniej nie chodzi o Matrix, ale o DigiŚwiat, który przenika się z naszym. Postacie okazują się wybrańcami, którzy muszą powstrzymać wielkie zło. Ale że niepełnoletnich nie puszcza się samopas, dostają pomoc.

 

 

Otóż każdy z nich dostaje Digimona (skrót od Digital Monster, czyli cyfrowy potwór), które to diametralnie różnią się od siebie. Jest dinozaur, ptak, żuk, a nawet chodzący kaktus, wszystko płci obojga, ale takiej samej, jak ludzi partner. Normalnie sprawiają niepozorne wrażenie, ale gdy tylko pojawia się zagrożenie, ewoluują w silniejszą formę. Do walki staje więc plujący ogniem dinozaur, feniks, wielki żuk, wielki wilk, przerośnięty mors, kaktus bokser i anioł. Brzmi śmiesznie? Do śmiechu nie było im przeciwnikom, którzy dostawali solidne manto.

Pierwsze zagrożenie jawi się w postaci Devimona, który zgodnie z nazwą wygląda jak diabeł. Kolega korumpuje na prawo i lewo kogo popadnie, a Digiwybrańcy starają się naprawić wyrządzone przez niego szkody. Przy tym starają się wrócić do swojego świata, co nie jest takie proste. Szczególnie, że kilka innych Digimonów też chce się tam dostać, oczywiście z różnych względów. Jednym marzy się typowe podbicie Ziemi, inni mają bardziej konstruktywne… cofnij, destruktywne zamiary. Ot typowe wakacje osób uczęszczających do podstawówki. Aha, przewija się jeszcze wątek zaginionego Digiwybrańca, bez którego oba światy nie będzie uratowane. Oczywiście wszystko z czasem się wyjaśni, a zguba się odnajdzie. Z marnym dla niektórych typków skutkiem.

 

Co było pierwsze: “Pokemon” czy “Digimon”?

 

“Digimon” zostało stworzone w 1997 roku przez Bandaii jako odpowiedź na popularne wówczas Tamagotchi. I tutaj trzeba było opiekować się cyfrowym stworkiem, ale najważniejszą różnicą było to, że maszynki dało się ze sobą łączyć. I co za tym idzie walczyć! Produkt okazał się sukcesem, wydano go poza Japonią, choć do Polski chyba nigdy oficjalnie nie zawitał. Później pojawiła się manga, następnie komiks. W 1999 została wydana pierwsza gra, a po niej anime, które w miarę szybko wydano za granicą. Oczywiście w zdubbingowanej wersji, i rzecz jasna ocenzurowanej. Później już poszło standardowo – masa gier, figurek, karcianka, 6 następnych sezonów, 17 filmów. “Digimon” mocno wspierało SONY, jako alternatywę dla gier produkowanych przez wielkie Nintendo. Obecnie trwa kontynuacja historii z 1 serii, w której bohaterowie są już starsi, chyba nawet dorośli. Mimo tego poza Japonią nie osiągnęły wielkiego sukcesu, żyjąc ciągle w cieniu “większego brata”.

 

 

Wracając do pytania z akapitu, odpowiedź nie jest taka prosta. W pierwsze gry o Pokemonach na Gameboy można było grać w 1996, a gdy pokazano Tamagotchi z cyfrowymi potworami istniał już serial o kieszonkowych potworach. Z drugiej strony spotkałem się w internecie z informacjami, że figurki “Digimon” były już w sprzedaży w 1995. Koncepty na obie marki pojawiły się w podobnym czasie.

 

 

Najpewniej więc obie firmy wpadły na pomysł ze sprzedażą potworków w tym samym czasie, ale podeszły do tematu z różnym zapałem. Bandai podszedł do tematu spokojniej, podczas gdy Nintendo, na fali sukcesu gier z Game Boya, szybko wziął się do produkcji anime i reklamowania Pokemonów na świecie. Gdy w 1999 pojawiło się anime “Digimon”, na świecie już każdy znał hasło “złap je wszystkie”. W Polsce emisja zaczęła się na kanale FOX KIDS w 2001, nie mając już żadnych szans w rywalizacji nie tylko z “Pokemon”, ale także “Dragon Ball Z”. Zresztą reklama cyfrowych potworów była żadna, a przynajmniej ja takowej sobie nie przypominam.

 

Zamiast łapać zaprzyjaźnij się.

 

Zresztą jak się przyjrzy głębiej, ciężko nazwać “Digimon” zwykłą podróbką. To tak, jakby zarzucać “Bleach” czy “Naruto” kopiowanie “Dragon Ball”. Podobieństwa są, ale na tyle odległe, że raczej sąd odrzuciłby sprawę. W obu markach występuje motyw walczących ze sobą potworów, które towarzyszą dzieciom i ewoluują. “Pokemon” jednak opiera się na łapaniu ich (stąd hasło “złap je wszystkie), a potworki egzystują w tym samym świecie, co ludzie. Uniwersum jest fikcyjne, z własną geografią i historią. Istnieją turnieje, na których trenerzy rywalizują o miano tego najlepszego. Wszystko skupia się zazwyczaj wokół jednego trenera, z ikonicznym Ashem Ketchumem na czele. Zamiast ratować świat każdy chce być najlepszym trenerem pokemon.

 

 

“Digimon” nawet jeśli nie celuje w starszego widza, to przynajmniej stara się być poważniejsze. Jest nasz świat, ludzi, i cyfrowy świat, zamieszkiwany przez Digimony. Choć się przenikają to zazwyczaj są to rzadkie momenty. Najczęściej następuje to z powodu wiszącej nad nimi groźby. A zagrożenia mnożą się i mnożą. Największa jednak różnica to jedna osoba – jeden digimon. Opiekun zaprzyjaźnia się z cyfrowym potworem, z którym bez problemu może się dogadać. Digimon może nie tylko ewoluować, ale też cofnąć się do wcześniejszej formy. Aha, i stworki mogą zginąć. Często w efektowny sposób, co widać po śmierci niejakiego Metalseadramona.

Skoro już o śmierci mowa, to może o różnicach w wersjach językowych. Polska ma porządny dubbing, ale zdecydowanie gorszą muzykę i rzecz jasna cenzurę. Oryginał pod tym względem jest lepszy, że kiedy ma być dramatycznie, to jest dramatycznie, choćby dzięki wspomnianej już muzyce. Nie ma co kłamać, to anime celowało w to, aby być poważniejsze od swojego rywala, i to widać w wersji oryginalnej.

 

Gorszy “klon”.

 

Określenie klon dałem w cudzysłowiu, gdyż sam “Digimon” za takowy nie uważam. Inna sprawa, że na świecie tak się na niego spogląda, zwłaszcza przez pryzmat “Pokemon”. Sam w dzieciństwie, kiedy leciały cyfrowe potworki, wolałem je od tych kieszonkowych. A przynajmniej za czasów pierwszego sezonu anime, bo gdy wreszcie po wielu, wielu latach miałem okazję zobaczyć, co się z nimi stało, zobaczyłem kilka następnych serii (znacznie gorszych) oraz mnóstwo gier. I tak, wtedy przyznałem wyższość “Pokemon”.

 

 

Kilka lat temu TV4 puszczało pierwszy sezon “Digimon”, co ciekawe japońską wersję z polskim lektorem. Od razu przekonałem się, dlaczego lata temu się w nich zakochałem i żałuje, że właśnie tego nie puszczali 18 lat temu. Jeśli chcielibyście mieć z nimi styczność, to właśnie tą wersję bym polecił. Choć będąc szczerym obecnie ciężko mi komukolwiek je polecać.. Jeśli nie kierujecie się nostalgią, to radzę wybrać stworki Nintendo. I gry będą mieć lepsze, i nieważne który sezon serialu animowanego włączycie przekonacie się, że się nic nie zmieniło. Nie wiem i serio nie chce nawet wiedzieć, co się dzieje w cyfrowym świecie.

You may also read!

Trudne życie idolek – Shining Song Starnova

Któż by nie chciał być celebrytą. Czy to znanym aktorem, cenionym piosenkarzem, odnoszącym sukcesy sportowcem lub wydającym bestsellery pisarzem.

Read More...

Gra o tron, czyli serial wart korony

Wszystko co dobre, musi się kiedyś skończyć. Gra o tron towarzyszyła nam od dekady. Kiedy wyszedł pierwszy odcinek na

Read More...

Mental Omega: Almost Perfect Yuri’s Revenge

 Czy jest sens tworzyć mod do gry, która została wydana niemal 20 lat temu? Jest, co pokazuje przykład Brutal

Read More...

Leave a reply:

Your email address will not be published.

Mobile Sliding Menu