Na styku ciała i duszy – recenzja.

In Literatura, Sztuka

Wojny z obcym najeźdźcą ciąg dalszy. A przynajmniej nad Wisłą. Do tej pory jedynym dziełem, odnoszącym się do tego tematu w Polsce, był film SF z początków lat 80. Teraz do tego grona dołącza Maciej Masłowski ze swoim “Na styku ciała i duszy”.

 

Na święta miałem całkiem przyjemny plan. Trzy dni wolnego to świetna okazja na to, aby przeczytać kilka książek. Los postanowił sobie ze mnie jednak zakpić i okazało się, że nie miałem na to praktycznie czasu. Przygotowania świąteczne, wieczerza wigilijna i spotkania z rodziną i pozostał mi tylko krzyk “święta, święta i po świętach”. Przynajmniej znalazłem chwilę na to, aby przeczytać prozę Macieja Masłowskiego “Na styku ciała i duszy”.

 

Choć była to jedna z książek z planowanej listy, to nie miała być daniem głównym. Powiem nawet, że planowałem ją jako rozluźnienie od czegoś grubszego, ale los zrobił swoje. Na całe szczęście, bo przez to w pełni mogłem skupić się na fabule i prezentowanej treści. Z tego co widzę ostatnimi czasy science fiction w Polsce nie jest zbyt poczytne, a może raczej nie ma zbyt wielu pisarzy nim się zajmującym. Czasy Stanisława Lema i Janusza A. Zajdela należą, nomen omen, do przeszłości. Choć “Na styku ciała i duszy” nie jest SF sensu stricte.

 

Sama przeciwko światu.

 

Laura wiedzie normalne życie. A przynajmniej wiodła do pewnego dnia, który wywrócił nie tylko jej życie, ale dosłownie cały świat do góry nogami. Oto pojawiły się tajemnicze istoty, którego pochodzenia i intencji nikt nie rozumie, ale wobec ludzi są wrogie. W ciągu kilku godzin Europa (i zapewne cały świat) wyludnia się. Nie ma już rządów, nie działa elektryczność, nie można liczyć na zdobycze cywilizacji. Miasta stoją opustoszałe, a ostatni ocaleli muszą się ukrywać.

 

Laura na szczęście nie jest sama. Oto znajduje Aleksandra, z którym zaczyna wspólną wędrówkę po pustych miastach. Aleks szuka sposobu nie tylko, na pokonanie najeźdźcy, ale też znalezienie odpowiedzi co w ogóle zaszło. Dla bezpieczeństwa para się rozdziela, choć mężczyzna mówi, że powinna go szukać w Budapeszcie. Po jakimś czasie Laura natrafia na nastoletnią Emily, która nie pamięta swojej przeszłości. Wspólnie decydują ruszyć się do stolicy Węgier.

 

Tam nie tylko natrafiają na ocalałą społeczność, ale także muszą zmierzyć się z nowymi zagrożeniami. Z każdej strony. Każdy skrywa tajemnice, każdy może stanowić niebezpieczeństwo. Laura musi zdecydować się, komu może zaufać. A także ile jest w stanie poświęcić na odkrycie prawdy. Czy sprawcą są kosmici, istoty z innego wymiaru, czy też może sami ludzie po części doprowadzili do tej sytuacji?

 

Kieszonkowe wydanie.

 

Tym, na co pierwsze zwróciłem uwagę, jest jej rozmiar. Ledwo przekracza 200 stron. Jak na moje standardy są to dwie, trzy godziny, i właśnie tyle czasu zajęło mi jej przejrzenie. Rozdziałów jest sporo, ale nie są one zbyt długie, czyli wprost się nadaje do tego, gdy macie przed sobą kilka przystanków tramwajowych czy autobusowych. Twarda okładka, czyli książka przetrzyma znacznie dłużej. Nie ma za to żadnych obrazków i grafik, poza tą rzecz jasna na okładce. Trochę szkoda, bo te mogłyby zapełnić kilka stron, poza tym oddawałaby klimat “Na styku ciała i duszy”.

 

Nie ma tu wiele akcji, choć tej również nie brakuje. Książka nie jest również przegadana, bo jest kilka rozdziałów, w których tych z tymi się w ogóle nie spotkamy. Dominują opisy, które napisane są w specyficzny sposób. Wszystko podane jest bowiem z punktu widzenia Laury. Można powiedzieć, że w pewien sposób książka jest jej pamiętnikiem. Same opisy prezentują różny poziom – są gorsze i lepsze, ale generalnie trzymają poziom.

 

To może być zarazem największa wada, bo niestety nie czyta się tego jako pamiętnika, czy też fikcyjnej biografii. Jesteśmy świadkiem podróży Laury przez Europę i jej zmagań z ocalałymi oraz nieznanym zagrożeniem, ale dla niektórych to może być nużące. Przynajmniej dla mnie takie było w niektórych momentach, w których aż chciałem, by się coś stało. Długo też się czeka na pierwsze pojawienie się ICH. Szkoda, bo aż chciałoby się zobaczyć więcej ich działań na powierzchni.

 

Proza jak u Stephena Kinga?

 

“Na styku ciała i duszy” jest reklamowane jako Polska odpowiedź na “Wojnę światów” i tak jest. Częściowo. Nie ma tutaj scen batalistycznych, jak to było w oryginale, nie ma przedstawionej dewastacji. Jest natomiast świat postapokaliptyczny. Elementy science fiction mieszają się częściowo z fantastycznymi, ale też w małej ilości. Tak naprawdę jedynym takim elementem są ONI. Nie jest to również horror, bo brakuje tutaj elementów tak typowych dla dreszczowca, a przynajmniej ja to odczułem podczas czytania.

 

Tak naprawdę książce najbliżej jest do dzieł, które pisze Stephen King. Nie żartuje, bo choć pisarz ten najbardziej kojarzy się z horrorami, to nie można zapomnieć, że pisze również fantasy, thrillery i w końcu świetne dramaty. “Zielona mila”, “Dolores Claiborne”, “Rage” to tylko niektóre. A przecież nawet w “Miasteczku Salem” czy “Pod kopułą” to również powieści o dorastaniu, nienawiści rodzinnej czy problemach codziennego życia.

 

Podobnie jest w “Na styku ciała i duszy”. Zagrożenie dla ludzkości jest tłem dla podróży Laury. Nie przez opuszczony kontynent, ale w głąb samej siebie. Nie miała własnego dziecka, dlatego opiekuje się Emily. Zastanawia się, czy być z Aleksandrem, czy z byłym mężem (jeśli rzecz jasna go odnajdzie). To wybór pomiędzy przeszłością a przyszłością, starym i nowym życiem. Stąd wielu tradycyjnych fanów SF może poczuć się zawiedzionych, bo (przynajmniej dla mnie) ta książka nie jest przeznaczona dla nich.

 

Samo zakończenie jest niejednoznaczne i otwarte, choć raczej nie spodziewałbym się kontynuacji książki. Nawet pod tym względem “Na styku ciała i duszy” przypomina Kinga, bo u tego pisarza często jest tak, że końcówki są… ciężko znaleźć określenie, może życiowo proste? Spokojne i naturalne, bez fajerwerków, za to pozostawiają pewien niedosyt. Może więc Maciej Masłowski w tym powinien upatrywać swoją dalszą działalność literacką. Jak widać umie wykorzystać pewną konwencję w celu opowiedzenia historii życiowej. Która jednocześnie nie jest reklamą jakiejś ideologii ani nie bawi się w moralitet. Życzę autorowi dalszych sukcesów, bo wbrew pozorom rzadko zdarzają się osoby piszące w podobnym stylu.

You may also read!

Gadu Gadu, czyli komunikator w erze messengera.

Wiele osób od dawna wieszczy mu koniec. Miał przeminąć w czasie, gdy rządzi Facebook, Snapchat i Twitter. Mimo to Gadu Gadu, znane też jako GG, trwa dalej, powracając co jakiś czas jak temat bumerang. Czy uśmiechnięte słońce dalej ma szansę?

Read More...

Wielkanoc 2019

Wielkanoc trwa w najlepsze. Z tego powodu Z tego powodu załoga portalu Coolturowo.pl życzy wam wszystkim wszystkiego najlepszego.   Tegoroczne święta

Read More...

Panika! Wariat na horyzoncie…

Raport Panika - Arti Grabowski Teatr KTO, scena klasyczna AST w Krakowie 5 kwietnia 2019r. godz. 19.00 Poeci i wariaci mają tę

Read More...

Leave a reply:

Your email address will not be published.

Mobile Sliding Menu