Iron Sky. Inwazja

In Kinomania, Rozrywka

Zdawało się, że naziści zostali pokonani wraz z końcem 2 Wojny Światowej. Myliliśmy się. Przewidując przegraną ukryli się na księżycu, by na jego ciemnej stronie planować zemstę. Jak czas pokazał kosmiczny blitzkrieg nie był najlepszym pomysłem. Ale jak pokazuje “Iron Sky. Inwazja” polityka z charakterystycznym wąsikiem naprawdę ciężko zwalczyć.

 

Kilka lat temu niesamowicie się uśmiałem, gdy zobaczyłem trailer opowiadający o Niemcach, którzy przegrywając wojnę polecieli na księżyc. Nie spodziewałem się, że to naprawdę wyjdzie, ale Iron Sky przeszedł moje wszelkie oczekiwania. Może to nie była rewolucja na światową skalę, ale był to film, który naprawdę przyjemnie się oglądało. Bez wielkich nazwisk z Hollywood czy budżetu, którego nie powstydziłby się niejeden kraj 3 świata, a i tak efekty specjalne mogły się podobać, a obsada świetnie się spisała. Film udowodnił, że ciągle da się zrobić ciekawe dzieło za (w miarę) niskie pieniądze.

Trochę księżyców minęło od premiery pierwszej części w 2012. Producenci nie ukrywali, że chcieli stworzyć kontynuacje. Na którą trzeba było czekać aż 7 lat. Czy siódemka okazała się szczęśliwą cyfrą dla baśni o futurystycznych Niemcach? Częściowo. Bo choć Iron Sky. Inwazja nie jest już takim zaskoczeniem jak pierwsza część, to zdecydowanie jest to jeden z najśmieszniejszych filmów, jakie oglądałem w tym roku. Znów poruszając przy okazji kilka teorii spiskowych.

 

Z Ziemi na Księżyc i z powrotem.

 

Od wielkiej wojny z nazistami minęło 20 lat. Błękitna planeta, zrujnowana przez wojnę atomową, jest jedną wielką lodową pustynią i nie da się już na niej żyć. Ocaleni ukryli się w bazie (w kształcie swastyki) na ciemnej stronie księżyca. Ludzie ciągle muszą się zmagać z różnego rodzaju problemami, choćby z ograniczoną żywnością czy ciągle psującą się infrastrukturą. Ukojenie przynoszą nowe religie, wśród których prym wiodą Jobiści, dla których bogiem jest Steve Jobs. Pojawienie się gości z Ziemi jest przyjęte z mieszanymi uczuciami. Do czasu.

Główna bohaterka, wraz z kilkoma innymi nieszczęśnikami, postanawia polecieć na Ziemię. Według szalonego faszysty (który powinien być martwy) planeta jest w środku pusta, posiada własny ekosystem i źródło energii, które można przyrównać do słońca. Problem leży w tym, że pusta ziemia jest zamieszkana przez dinozaury, reptilian i Adolfa Hitlera. A także Kaligulę, Margaret Thatcher, Józefa Stalina i kilku innych.

 

Pusta Ziemia zamiast spodków.

 

Tak jak poprzedni film, i ten jest zbitką kilku różnych teorii spiskowych. Latające spodki można policzyć na jednej ręce, ale już praktycznie od razu mamy cieszącego się dobrym zdrowiem Hitlera; reptilian (czyli ludzi-jaszczury), które potajemnie mają rządzić światem; Święty Graal; wielki plan zniszczenia ludzkości; mistyczną krainę Agharta; tajemniczą organizację Vril, starożytnych astronautów czy w końcu Pustą Ziemię. Choć tutaj może brzmieć to niedorzecznie, to na ekranie wszystko świetnie wygląda.

Na ekranie, poza Udo Kierem, nie zobaczymy znanych twarzy, co akurat nie wychodzi tak źle. Widać, że aktorzy świetnie się bawią i praktycznie każda z postaci jest w jakiś sposób charakterna. Jeśli idzie o scenariusz, to ten nie porywa i nie posiada zaskakujących zwrotów akcji. Co nie znaczy, że oglądanie będzie nudne. Z góry było wiadome, że będzie to parodia, ale za to widowiskowa parodia. Efekty specjalne wyglądają naprawdę przyjemnie, choć nie należy się spodziewać nie wiadomo czego (w końcu budżet był ograniczony). Ale na pewno nie kiczu, zwłaszcza w przypadku reptilian. Na muzykę jakoś szczególnie nie zwróciłem uwagi.

 

Za długo w głębi Ziemi.

 

Iron Sky. Inwazja to dobry następca pierwszej części. Niektóre pomysły i sceny zapadną na długo w pamięć. Spotkanie reptilian Hitlera, Stalina, Bin Ladena, Putina, Thatcher i Zuckenberga jest genialne. Podobnie jak Adolf jadący na tyranozaurze czy religia Steve’a Jobsa. Wśród komedii to dla mnie jeden z czołowych tytułów obecnego roku.  I to z małym budżetem, bo dzieło kosztowało “tylko” 17 milionami dolarów.  Co ważniejsze w części uzyskane z crowdfundingu, co pokazuje, że widzom naprawdę spodobała się pierwsza część. A także sami są gotowi wyłożyć pieniądze na filmy, które w normalnych studiach może nie miałyby szansy się pojawić.

Mimo to oglądając to czułem pewien niedosyt. Zabrakło tak charakterystycznych jak w pierwszej części postaci. Żadna scena, nawet Hitler na tyranozaurze, nie wzbudzała takich emocji i śmiechu, jak jak flota kosmicznych dysków ze swastykami. Można było dać więcej czasu reptilianom i pokazać, jak mieszali w polityce. Tutaj bardziej czuć, że to kino klasy B. I o ile dinozaury i reptilianie wyglądają ok, to nie da się tego powiedzieć o jaszczurzo – ludzkich pomagierach. Poza tym wydaje mi się, że za długo czekaliśmy na tę część. Przeszła jakoś bez echa, w przeciwieństwie do pierwszej części. Może gdyby wyszła w 2015 czy 2016, a nie pod koniec dekady, tyle lat po oryginalnej części…

Iron Sky. Inwazja to dobry wybór na imprezę, spotkanie ze znajomymi czy relaksujący seans po męczącym dniu. To lekka komedia, która nie rozrusza szarych komórek. Za to możecie pękać ze śmiechu przy odniesieniach do rzeczywistości i popkultury. Poza tym nie zawstydzi swoim wykonaniem. No i ta końcówka… Skoro z nazistami już raczej skończono, to może pora zabrać się za inną, czerwoną zarazę?

You may also read!

Historia smoków – Ogień i Krew

Zdaje się, że "Gra o tron" najlepszy okres ma już za sobą. Niedawno skończył się serial, a o premierze

Read More...

Stworki na ulicy – Pokemon GO

Pokemony ciągle cieszą się niesłabnącą popularnością. Ciągle wychodzą nowe gry, w coraz większej ilości miejsc da się kupić wersję

Read More...

Król jest jeden – Godzilla 2: Król potworów

Z Godzillą jest jak z urzędem skarbowym. Można przed nią zamykać drzwi, wyklinać ją, a nawet strzelać, a ta

Read More...

Leave a reply:

Your email address will not be published.

Mobile Sliding Menu