Historia smoków – Ogień i Krew

In Literatura, Sztuka

Zdaje się, że “Gra o tron” najlepszy okres ma już za sobą. Niedawno skończył się serial, a o premierze następnej książki słychać jak o ślubie Tyriona Lannistera. Pozostają zatem dzieła poboczne, których jest trochę. Gry (planszowe, karciane i komputerowe), komiksy i przede wszystkim książki! Swego czasu trafiłem na przewodnik po świecie, a niedawno w moje łapczywe łapska trafiła książka “Ogień i Krew. Część 1”. I nieco umiliła mi oczekiwanie na dalsze dzieje Stannisa, Daenerys czy Jona.

 

Ostatni sezon Gry o tron zawiódł mnie. Z jednej strony świetny początek, przegadane odcinki (dobry 2 i taki sobie 4), taka sobie bitwa w Winterfell (ale świetne zaskoczenie), zaskakująca bitwa o Królewską Przystań i w końcu finał, który… cóż, był. Jak na dekadę najlepszego serialu w historii oczekiwałem więcej, ale zapewne moje oczekiwania były zawyżone. I pewnie nie tylko mnie. Ale żałuje, że to koniec i pozostaje mi mieć nadzieję, że stacja HBO nie zapomni o świecie Westeros.

Jeszcze gorzej wygląda sprawa z książkami. Ostatnia część z sagi Pieśni lodu i ognia wyszła w 2012 i na “Wichry zimy” czort jeden wie ile przyjdzie jeszcze czekać. Po drodze pojawiły się miłe Opowieści z Siedmiu Królestw, o których kiedyś jeszcze tutaj napisze. Bo dziś skupię się na historii smoczego rodu Targaryenów, o których opowiada Ogień i Krew. Część 1.

 

Jak to smoki po niebie tańcowały.

 

Wszystko zaczyna się, gdy przedstawiciele ostatniego ocalałego smoczego rodu z Valyrii lądują w Westeros. Aegon Targaryen wraz z dwoma swoimi siostrami (i żonami jednocześnie, mniam), wpada pewnego dnia na całkiem interesujący pomysł. Oto postanawia podbić świat, a przynajmniej na początku jego wschodni kontynent. Lokalnych władców jest sporo, sojuszników mało, a na dodatek niewielu traktuje młodego władcę poważnie. A to błąd, bo młodzieniec ma pod sobą kilka smoków, które pod względem destrukcji dorównują Godzilli. Wojny, wojny i po wojnach, Aegon staje się królem, pierwszym tego imienia, Król Andalów, Rhoynarów i Pierwszych Ludzi, Tarczą swego ludu i jakie tam jeszcze tytuły nadali mu poddani.

Łatwiej zdobyć niż władać. Nowe królestwo musi mierzyć się z problemami natury religijnej, różnicami w zwyczajach (miejscowym z jakiegoś powodu nie podobają się kazirodcze zwyczaje Targaryenów), buntami lordów, walecznym Dorne, sprawami dziedzictwa i samym zarządzaniem. Oj ostry ten Żelazny Tron, ostry. Czego nie dokonał Aegon, dokonali jego dziedzice. A sporo tego, oj sporo. Wojny religijne; wojna domowa i brutalne rządy Maegora; budowanie miast i zamków; walki z Dorne; uciekające księżniczki, w tym takie, które zostają ladacznicami; kazirodcze związki; rywalizacja o koronę i wolna elekcja… “Ogień i Krew” rozpieszcza nas w szczegółach historycznych.

 

Bo to panie nie opowiadanie, a streszczenie historii.

 

I tym jest właśnie Ogień i Krew. Jeśli ktoś się spodziewa wartkich dialogów i zdumiewających zwrotów akcji, z których słynie George R.R. Martin, ten może się zawieść. Całość czyta się jak podręcznik do historii pod tytułem “Panowanie Targaryenów część 1”. Znacznie przyjemniejszy były Opowieści z Siedmiu Królestw, bo było czuć posmak tego, co najlepsze w “Grze o tron”. Książka jest duża, pierwszy tom liczy ponad 600 stron, ale uważam, że historię tego rodu i jego panowania w Westeros można by zamknąć w jednym, naprawdę dużym tomie. Rozumiem chęć zarobku, ale inne książki można by poświęcić innym rodom czy krainom.

Styl pisarski to stary dobry Martin, jest więc śmiesznie, wulgarnie, brutalnie i realistycznie. Czuć brud, smród i ubóstwo z jednej strony, z drugiej epickość i fantastyczność świata Westeros. Potrafi być śmiesznie i dramatycznie, ale że mamy tutaj do czynienia z relacją dziejów jakoś ciężko było mi się związać z konkretnymi postaciami. I to pomimo tego, że dzieje takiego Jaehaerysa to z dobra 1/3 książki (albo i połowa).

Słowa uznania dla ilustratora Douga Wheatleya. W piękny sposób pokazał on najważniejsze momenty i postacie z Ogień i Krew. Brzydkie postacie są brzydkie, smoki straszne, rzeź brutalna, a Targaryenowie piękni (w większości). Ilustracje umilały mi kartkowanie i z tego powodu daje książce oczko wyżej.

 

“Ogień i Krew” tylko dla fanów.

 

Ciężko mi jednak polecić Ogień i Krew komuś innemu, niż prawdziwemu fanowi Gry o tron. I to takiemu, kto śledzi kto, kiedy, z kim i dlaczego. Najlepiej bym przyrównał to do tytułów pana Wołoszańskiego. Jest fajnie i interesująco, ale książka to tylko historia, którą wiele osób może wyczytać z różnych wiki stron. Minusem, jak też wspomniałem, jest to, że mamy tylko kawałeczek dziejów. Ciężko mi też to nazwać  nagrodą za oczekiwanie na następną część Pieśni lodu i ognia. Uważam, że znacznie lepiej by wyglądała o połowę mniejsza książka, w których można by było wyczytać opowiadania o Jorahu Mormoncie, Barristanie Selmym, Tywinie Lannisterze czy kim tam jeszcze. Tak więc jeśli naprawdę nie oczekujecie z wypiekami na to, kto w powieściach zasiądzie na Żelaznym Tronie, możecie sobie darować Ogień i Krew.

You may also read!

Król jest jeden – Godzilla 2: Król potworów

Z Godzillą jest jak z urzędem skarbowym. Można przed nią zamykać drzwi, wyklinać ją, a nawet strzelać, a ta

Read More...

Ze śmiercią mu do twarzy – John Wick 3

Filmy o zawodowych zabójcach od lat cieszą się niesłabnącą popularnością. "Zabójcy" ze Stallonem i Banderasem, "Nikita", "Wanted", swojski "Killer"

Read More...

Cyrk w teatrze! Oh, what the Circus!

Zaproszenie Teatru KTO na 32. ULICA Festiwal Teatrów Ulicznych któy odbędzie się w Krakowie, 4 lipca do 7 lipca 2019 roku.

Read More...

Leave a reply:

Your email address will not be published.

Mobile Sliding Menu