Gra o tron, czyli serial wart korony

In Kinomania, Rozrywka

Wszystko co dobre, musi się kiedyś skończyć. Gra o tron towarzyszyła nam od dekady. Kiedy wyszedł pierwszy odcinek na podstawie prozy George’a R.R. Martina pewnie mało kto spodziewał się, że nie tylko podbije ona mały ekran, ale stanie się kulturowym fenomenem. Zima nie tylko nadeszła, ale zdążyła się zakończyć, jak i również spełniła się dewiza “valar morghulis” (no dobra, nie wszyscy jednak umarli). Można zatem podsumować długoletnią walkę o Żelazny Tron. Starałem się unikać spoilerów, ale nie wykluczam, że takowe mogą się pojawić.

 

Kiedy koło 2002 roku w ręce trafiła mi pierwsza część Pieśni Lodu i Ognia, nie przeczytałem jej. Słyszałem, że jest popularna, ale nie wydała mi się niczym szczególnym. Świat szalał wtedy na punkcie Władcy Pierścieni, można wręcz powiedzieć, że trwał wtedy renesans fantasy. Ale LOTR się skończył i zdawało się, że miecze, smoki i magia długo nie wrócą na piedestał. Wszystko to zmieniło się w kwietniu 2011 roku, gdy HBO przedstawił światu swój nowy serial. Gra o tron potrafiła już zaskoczyć w pierwszych odcinkach, choć wtedy ciężko było powiedzieć, czy chodzi o zwroty akcji, czy dużą dawkę seksu i przemocy. Tak, to nie był tylko jeden z najostrzejszych seriali fantasy, ale seriali w ogóle.

A potem przyszła pora na sezon drugi, trzeci, piąty, siódmy i świat (a przynajmniej jego popkulturowa część) przestał być tym samym. GoT nie tylko stał się megahitem, ale spopularyzował również pisany pierwowzór, a potem przyszła kolej na gadżety i gry, w tym też komputerowe. Dla wielu niemiłym faktem było to, że na finałowy, ósmy sezon, przyjdzie czekać dwa lata. Ale kto go widział zapewne stwierdzi, że było warto. Piszę to w momencie, gdy do końca został jeszcze jeden odcinek i nie wiem, kto jeszcze zginie i przede wszystkim kto zasiądzie na Żelaznym Tronie. To chyba dobry moment, by rzetelnie spojrzeć na całość.

 

8 sezonów – za mało!

 

Gra o tron liczy 8 sezonów i to dla mnie niesamowite, że w przeciwieństwie do wielu seriali nie znudziła ona treścią. Tacy Zagubieni potrafili zmęczyć po 3 sezonie, a raczej twórcy nie potrafili zaserwować czegoś, co przytrzymało by przed ekranem. Jak uwielbiam Breaking Bad, to i ono miało za dużo sezonów. Tu jest wręcz za mało i aż ciężko mi uwierzyć, że zbliża się to do końca (lub też już się skończyło, jeśli czytacie po finale). Ale czegóż się spodziewać, skoro serial opiera się na wspaniałej sadze książkowej. A raczej opiera się gdzieś tak do 6 sezonu, później twórcy już musieli radzić sobie sami (do końca sagi brakuje 2 tytułów).  Zastanawiałem się, czy rozpisywać się tutaj sezon po sezonie, ale stwierdziłem, że nie ma to sensu (poza tym mogę to zrobić w innych artykułach).

Wszystko więc zaczyna się w Westeros, kontynencie, na którym znajduje się Siedem Królestw. Panująca dynastia Targaryenów została obalona podczas panowania Szalonego Króla, a na Żelaznym Tronie zasiadł opasły Robert Baratheon. Akcja toczy się kilka lat po tych wydarzeniach, kiedy umiera namiestnik John Arryn. Król decyduje się odwiedzić północ, którą włada jego przyjaciel, Eddard “Ned” Stark. To jemu władca postanawia powierzyć funkcję namiestnika.

Na skutek nieszczęśliwego wypadku młodszy syn Neda, Bran, zostaje inwalidą. Eddard, wraz z córkami, postanawia ruszyć do stolicy, aby podjąć się powierzoną mu funkcję. Jego bękart, Jon Snow, udaje się na Mur, aby wstąpić do Nocnej Straży, która pilnuje królestw przed barbarzyńcami i innymi zagrożeniami z lodowych krain. Daleko za morzem ostatni Targaryenowie starają się odzyskać tron. Młoda księżniczka Daenerys ma zostać wydana za przywódcę barbarzyńskich Dothraków, niejakiego Khala Drogo.

 

Postacie czy zwroty akcji?

 

W czym Gra o tron jest lepsza nie sposób powiedzieć, obie rzeczy tu są równie ważne. Wszystkie postacie są tutaj żywe i szarze. Z grubsza nie ma podziału na tych dobrych i złych. Może taki Joffrey, Nocny Król, Ramsay Bolton czy Góra. Tych dobrych często stać na niecne uczynki, czasem bardzo złe. Tywina podziwiało się za jego intrygi, podobnie jak Cersei i Littlefingera. Jon Snow potrafi denerwować swoim idealizmem, ale to ktoś, kto naprawdę stara się żyć wedle zasad. Oglądamy przemianę Daenerys z trzpiotki w prawdziwą władczynię, podobnie jak Sansa czy Arya. A jest przecież jeszcze Jaimie, Ogar, Stannis, Brien z Tartu, Theon Grejoy, Oberyn Martell, Samwell Tarly, Bronn, Bran, Jorah Mormont. Cholera, nawet barbarzyńca Tormund zapada w pamięć. Nie przypominam sobie drugiego serialu, w którym obsada tak zapada w pamięć. A nawet więcej, zasługuje na osobne seriale. Ahh, i jak mogłem zapomnieć o Tyrionie…

Jeśli idzie o zwroty akcji, to chyba nawet sam Alfred Hitchcock mógłby się uczyć. Bo czy ktoś się spodziewał, jaki los spotka Neda Starka (rewelacyjny Sean Bean), który zdawał się być protagonistą? Nie sposób powiedzieć w ogóle, kto jest tutaj głównym bohaterem – chyba sama historia. A może wspaniała miłość, której zwieńczeniem były Krwawe Gody? To może ślub Joffreya’a i spotkanie Tyriona z ojcem w toalecie? Albo podróże Brana i pytanie, co jeszcze spotka Sansę? O zgonach nie chce wspomnieć, bo tutaj równie dobrze można by robić zakłady bukmacherskie. Ale powiem jedno – mało który twórca serialu miałby jaja, aby pozwolić sobie na śmierć tylu ważnych bohaterów. Dlatego to jest niesamowite, bo nawet nie wiesz kiedy zginie ktoś, do kogo zdążyłeś się przywiązać. Albo kto się kim okaże lub zdoła wydymać (też dosłownie).

Poza tym trzeba wspomnieć o brutalności i scenach erotycznych. Tych jest sporo, ewidentnie jest to serial dla dorosłych. Krew leje się strumieniami, głowy i kończyny latają na prawo i lewo, a niektóre śmierci nadają się na fatality w Mortal Kombat. Praktycznie w co drugim odcinku ktoś się rozbiera. Jak dla mnie to plus, serial nie starał się być ugrzeczniony, dostosowany do warunków PG-13. Gra o tron jest dojrzała, także w tych punktach.

 

Muzyka, scenografia i efekty specjalne.

 

HBO wydało grube pieniądze produkcje i to widać. Wznoszące się budowle z napisów początkowych do dziś robią na mnie wrażenie. Te wznoszące się budowle na mapie do dziś robią na mnie wrażenie. Miasta i zamki są ogromne i widać, że każdy rejon inaczej wygląda. Winterfell i Smocza Skała są żelazne i surowe, milionowa Królewska Przystań przygniata swoim ogromem, Dorne przypomina Półwysep Iberyjski, a egzotyczne Essos zachwyca piramidami. Poza tym jest nie tylko kolorowo, ale i brudno; od razu widać, kto jest biedny, a kto bogaty. Jak już przy tym jesteśmy, to słowa uznania należą się tym, którzy szyją kostiumy i przygotowują wszelkie akcesoria.

Soundtrack, autorstwa Ramina Djawadiego, należy do moich ulubionych. Czołówka już chyba na trwale zapisze się w historii muzyki filmowej, reszta stoi na równie wysokim poziomie. Wystarczy spojrzeć na ostatni sezon i piosenkę, która leci podczas finałowego starcia z Nocnym Królem. Kiedy wybrzmiewały Deszcze Castamere można było się spodziewać, że ktoś zginie (halo, Krwawe Gody!), a Mhysa przypomina mi piosenkę ze Skyrima. Jest dostojnie, smutno, radośnie i epicko.

Efekty specjalne… ach, co tam seriale, te są porównywalne z filmowymi. 6 sezon kosztował średnio około 10 mln dolarów za odcinek, a w 8 dobiło to już do 15 milionów! Jak śmiesznie wyglądają teraz 60 mln włożone w pierwszy sezon. Oczywiście część pieniędzy na pewno wlicza się w gaże aktorskie, ale jak to ktoś kiedyś powiedział “mają rozmach”. Smoki, giganty i wszelkie monstra wyglądają realistycznie, nie zabrakło również oszałamiających batalii. Czy to oblężenie Królewskiej przez Stannisa, atak dzikich na mur, Bitwa Bękartów czy wszelkie starcia Daenerys są krwawe i ogromne. Choreografia walk też jest konkretna, a i dziś zdarza mi się oglądać walkę Oberyna z Górą.

 

Jeden z najlepszych seriali w historii.

 

W zeszłym roku, tuż przed końcem, postanowiłem sobie przypomnieć, co się działo w historii Westeros, odcinek po odcinku. I muszę przyznać, że nie był to zmarnowany czas. Ba, zupełnie się nie zestarzał i ciągle się to przyjemnie ogląda, a i potrafi zaskoczyć. Widać dbałość o szczegóły, o te drobne momenty, które nie tylko kilka odcinków w przód, ale i sezonów, mają znaczenie. Zapewne znajdą się tacy, dla których Gra o tron ciągle jest nieodkrytą wyspą, i radziłbym jak najszybciej to zmienić. Z całą powagą mogę stwierdzić, że to jeden z najlepszych tworów kinematografii. Wiem, że HBO to HBO, ale naprawdę mnie zaskoczyli Hollywoodzkim rozmachem.

Do dziś ciepło wspominam La Femme Nikita; Utopia kręciła mnie swoją tajemniczością, a Breaking Bad i Ostry Dyżur to klasa sama w sobie. Ale Gra o tron wszystko zdeklasowała i śmiało mogę przyznać, że to najlepszy serial jaki w życiu oglądałem. I jaki pewnie będę oglądał. Na mało który film tak czekałem, jak na każdy następny sezon. Fenomenalne postacie, zwroty akcji, polityka i ciągła niepewność wręcz zmuszały mnie do oglądania. Zabawne, bo teraz zastanawiam się co będę oglądał po zakończeniu 8 sezonu. Całe szczęście, że stacja zamierza kręcić poboczne serie w świecie 7 królestw. Może historia Targaryenów albo historia ich upadku? Pozostaje czekać i mieć również nadzieję, że George’a R.R. Martin zdąży skończyć książki przed 2030 🙂

You may also read!

Iron Sky. Inwazja

Zdawało się, że naziści zostali pokonani wraz z końcem 2 Wojny Światowej. Myliliśmy się. Przewidując przegraną ukryli się na

Read More...

Dragon Ball Super – wielki powrót superwojowników?

Goku, Vegeta, Bulma czy Freezer to jedne z najbardziej znanych postaci w anime. Zapewne mało która osoba, która interesuje

Read More...

Gadu Gadu, czyli komunikator w erze messengera.

Wiele osób od dawna wieszczy mu koniec. Miał przeminąć w czasie, gdy rządzi Facebook, Snapchat i Twitter. Mimo to Gadu Gadu, znane też jako GG, trwa dalej, powracając co jakiś czas jak temat bumerang. Czy uśmiechnięte słońce dalej ma szansę?

Read More...

Leave a reply:

Your email address will not be published.

Mobile Sliding Menu