Geralt z USA – Wiedźmin

In Kinomania, Rozrywka

Polacy nie gęsi i swoich bohaterów mają – a przynajmniej jednego, który jest rozpoznawalny na całym świecie. Geralt z Rivii najpierw zdobył masową popularność dzięki serii gier komputerowych ( zwłaszcza za granicą), teraz zaś mamy do czynienia z serialem wyprodukowanym w Hollywood. Jak wygląda “Wiedźmin” w wykonaniu Netflixa?

 

Gdy prawie 20 lat temu dowiedziałem się, że powstaje film i serial bazujący na prozie Andrzeja Sapkowskiego, byłem szczęśliwy. Byłem młody i głupi, wierzyłem jeszcze w Polską kinematografię, a “Wiedźmin” był dla mnie najlepszą rodzimą fantasy. Aż przyszedł rok 2001 i 2002, Geralt zawitał na duży i mały ekran i wywołał wielkie poruszenie. Nie tylko wśród fanów fantasy. Do dziś “Wiedźmin” w reżyserii Marka Brodzkiego jest uznawany za jedną z najgorszych krajowych produkcji, a fabuła i efekty specjalne ciągle śmieszą. Jednym z argumentów tłumaczących porażkę było to, że nasza kinematografia nie dysponuje zachodnim budżetem, a bez tego ciężko jest stworzyć porządnie wyglądający serial lub film fantasy.

Teraz zaś mamy koniec drugiej dekady XXI wieku i ktoś ponownie wziął się za ekranizacje historii Białego Wilka. Tym kimś jest Netflix, który na stworzenie pierwszego sezonu wyłożył… wiadomo, że miliony, ale nie wiadomo dokładnie ile. Nie jednak przez pryzmat pieniędzy powinno się oceniać produkcje, bo pierwsze sezony “Gry o Tron” wyglądały ubogo w porównaniu do następnych. Jak zatem prezentuje się sam “Wiedźmin”? Z góry uprzedzam, że należy się spodziewać bardzo subiektywnej recenzji.

 

Geralt, Ciri i Yennyfer. Trzy w jednym.

 

Geralt jest Wiedźminem, wojownikiem – mutantem, żyjącym z polowania na potwory. Świetnie walczy mieczem, dysponuje magicznymi zdolnościami, ale jest społecznym wyrzutkiem, o czym ludzie często mu przypominają. Jego historię rozpoczynamy w Blaviken, gdzie wplątuje się w konflikt pomiędzy magiem Stregoborem i Renfri, przewodzącej grupie bandytów. Każdy z nich stara się przekonać bohatera do swoich racji, a ten musi wybrać mniejsze zło.

W międzyczasie poznajemy historię Ciri, księżniczki Cintry, której życie zmienia się na skutek inwazji Nilfgaardu, a także Yennefer, którą postanowiła wykorzystać daną jej szansę zostania czarodziejką. Oto trójka głównych bohaterów, których będziemy obserwować przez 8 odcinków. Oczywiście pojawią się inne znane postacie z książek i gier, takie jak Jaskier, Borch Trzy Kawki, Foltest, Cahir czy Triss Merigold.

Pierwszy sezon bazuje na wybranych opowiadaniach z książek “Miecz przeznaczenia” i “Ostatnie życzenie”. Bazuje to dobre słowo, gdyż nie mamy do czynienia z wierną adaptacją. Pewne rzeczy dodano, inne zmieniono i wyszło jak wyszło. Z jednej strony mamy rewelacyjną historię Yennyfer, która świetnie pokazuje zmiany zachodzące u tej postaci. Z drugiej zaś ucieczkę Ciri przed ścigającymi ją oprawcami z Nilfgaardu, która chodzi to tu, to tam, a rzeczy się dzieją w miejscach. Każdy odcinek bazuje na innym opowiadaniu i jest mu mniej lub bardziej wierny, choć powiedziałbym, że zazwyczaj mniej. Smutno mi to powiedzieć, ale czasem polski serial był wierniejszy oryginałowi.

 

Fantasy dla amerykanów.

 

Głośno w naszym kraju o produkcji było również z powodu wyobrażenia serialowego świata. Nie będę się kłócił o czarnoskóre elfy czy driady, bo to mi tak nie przeszkadza, a same książki mocno poruszały temat rasizmu i ksenofobii. Martwi mnie jednak brak magów o żółtym kolorze skóry. A tak na poważnie to serial fantasy robiony przez amerykanów dla amerykanów. Jeśli chcą by świat tak wyglądał, to ich sprawa. W końcu sama showrunnerka stwierdziła, że w grach Geralt miał amerykański akcent.

Wspaniale prezentuje się scenografia i kostiumy, podobają mi się zbroję Nilfgaardu, a także sam strój Geralta. Troszkę gorzej jest z muzyką, poza pieśnią Jaskra “Grosz daj Wiedźminowi” i tytułową piosenką nic nie zapadło mi bardziej w pamięć. Na plus z kolei wypada dubbing. Oglądałem zarówno wersję oryginalną, jak i tą z polskim udźwiękowieniem, i obie ogląda się tak samo przyjemnie.

Aktorsko bywa różnie. Największy rodzynek to rzecz jasna Henry Cavill jako Geralt. Aktor, który wcielał się wcześniej w Supermana, jest wielkim fanem postaci i widać, że stara się, aby główny bohater wypadł jak najlepiej. Czapki z głów, to Biały Wilk, którego chce się oglądać. Równie dobrze przedstawia się Anya Chalotra jako Yennefer, a przeskok z brzydkiego kaczątka w piękną czarodziejkę to jeden z lepszych momentów serialu. Freya Allan dobrze gra Cirillę i nie chce oceniać jej zbyt surowo, bo to, co mi się nie podoba, nie wynika z jej gry aktorskiej, lecz scenariusza.

Są jednak gorsze wybory. Nie uwierzę, że nie dało się znaleźć aktorki z rudymi włosami do roli Triss, która sama zresztą wypada blado. Foltest to już zupełna porażka, w niczym nie przypomina dostojnego i świetnie prezentującego się króla z książek. Ciężko mi też oglądać Cahira, moją ulubioną postać z sagi, choć liczę, że w następnych sezonach wypadnie lepiej.

 

Zawirowania historii niczym tornado.

 

Jak zaznaczyłem nie mamy do czynienia z zupełnie wierną adaptacją i twórcy kilka razy mnie zaskoczyli. A nawet wiele razy. Dobra, zgodność z materiałem źródłowym to jedna sprawa (filmowy “Władca Pierścieni” znacznie odbiegał od oryginału), ale sam sposób, w jaki historia jest opowiedziana woła mym zdaniem o pomstę do nieba. Przeskakiwanie między bohaterami jak dla mnie zrozumiałe. Ale nie w przeszłość i przyszłość. Bo tak dochodzi do paradoksów, że ktoś nie znający oryginału może dojść do wniosku, że Yennefer i Ciri są równolatkami. Ktoś przed chwilą umarł? Nie martwcie się, na pewno później będzie scena z przeszłości. Bez wspomnienia, że cofamy się w czasie. Naprawdę nie dało się napisać na ekranie “kiedyś” i “teraz”?

Efekty specjalne… z tym jest różnie. Oczywiście, to nie późniejsza “Gra o Tron”, gdzie każdy odcinek miał budżet filmu. Ale fantasy jest drogie. Krasnoludy wyglądają jak te z polskiego serialu (czytaj bida), smok niewiele lepszy. Fajnie wygląda strzyga i krabopająk z pierwszego odcinka. Generalnie jeśli idzie o fantastyczne stwory i rasy, to albo będą godnie wyglądać, albo będzie blamaż. Diabeł z 2 odcinka mógłby i zagrać w polskim serialu.

Czary wyglądają nieźle, naprawdę robią wrażenie. Choreografia walk również, jest krwawo i brutalnie. Bitwy z kolei wyglądają żałośnie. I ktoś może zakrzyknąć “ograniczenia finansowe”, ale to już lepiej było ich nie pokazywać. Aha, jest też seks, choć ugrzeczniony. Tak, by było dorośle, ale nie było na wstępie znaczku +18.

 

To nie jest zły serial.

 

To w końcu “Wiedźmin” i po tym, jakie zamieszanie robił wokół niego Netflix, oczekiwałem dużo. Może nawet zbyt dużo. Ma fajnych aktorów, efekty specjalne i brudny klimat. Ale jeśli ktoś spodziewał się rewelacji w porównaniu do rodzimej tragedii, to jej nie ma. Wierność książkom jest podobna, czyli sporo się rozjeżdża. Nawet pod względem dyskryminacji, gdzie tutaj jest bardziej czarno-biało.

Nie czekam na 2 sezon, choć gdy ten wyjdzie, na pewno go obejrzę. Nie uważam również, żebym był zbyt krytyczny wobec serialu. Kiedyś byłem większym fanem Geralta i zapewne dzieło Netflixa mniej by mi się spodobało. Tak oglądało mi się całkiem dobrze. Bez dwóch zdań mogę to polecić fanom Białego Wilka lub szeroko rozumianego fantasy. Nie spodziewajcie się natomiast rewelacji. Na chwilę obecną stawiam to obok “Kronik Shannary”, które również miło mi się oglądało. “Wiedźmin” to dobry średniak i nic ponad to. Jeżeli następne sezony będą wyglądały podobnie, zdania nie zmienię. 

You may also read!

Krakowskie Spotkania Artystyczne 2019 – DIALOGI

Bunkier Sztuki słynie z prezentowania nie tylko nowoczesnej, ale również również alternatywnej i niespotykanej sztuki. Bez znaczenia czy polskiej,

Read More...

Historia smoków – Ogień i Krew

Zdaje się, że "Gra o tron" najlepszy okres ma już za sobą. Niedawno skończył się serial, a o premierze

Read More...

Stworki na ulicy – Pokemon GO

Pokemony ciągle cieszą się niesłabnącą popularnością. Ciągle wychodzą nowe gry, w coraz większej ilości miejsc da się kupić wersję

Read More...

Leave a reply:

Your email address will not be published.

Mobile Sliding Menu