Gadu Gadu, czyli komunikator w erze messengera.

In Newsy ze Świata

Wiele osób od dawna wieszczy mu koniec. Miał przeminąć w czasie, gdy rządzi Facebook, Snapchat i Twitter. Mimo to Gadu Gadu, znane też jako GG, trwa dalej, powracając co jakiś czas jak temat bumerang. Czy uśmiechnięte słońce dalej ma szansę?

 

Ciężko mi samemu zliczyć, ileż to już razy słyszałem o “wielkim powrocie” Gadu Gadu, by potem czekać na “wymieranie” tego komunikatora. I jakby GG (bo pod tym skrótem od dawna znane jest Gadu Gadu) robiło wszystkim na złość. Tym, którzy czekali na hit, zawodziło. Ale i przeciwnicy musieli obejść się ze smakiem, bo na koniec i tak zawsze przetrwało.  A teraz przed GG pojawiła się nowa szansa. Jedni powiedzą “kolejna”, dla mnie to może być jedna z ostatnich. O ile nie ostatnia. Od jakiegoś czasu prawa do komunikatora należą do England.pl, firmy z Koszalina, która zajmuje się między innymi transferami pieniężnymi.

Powrót GG.

 

Trzeba jasno powiedzieć, że to bynajmniej nie jest pierwszy powrót. Najgłośniej było w roku 2017, kiedy grupa SARE starała się wykupić prawa do komunikatora od funduszu Xevin Consulting Limited. Zapowiadano zintegrowanie komunikatora ze stronami internetowymi, a także powrót poczty internetowej. Ostatecznie do zakupu nie doszło i do tej pory o GG było cicho. No może poza wieszczeniem jego końca, bo to robiono w 2015 i wspomnianym 2017.

To zresztą niesamowite, że Gadu Gadu dalej istnieje. Obecne czasy nie są szczęśliwe dla wszelkich komunikatorów. W 2017 zniknął z rynku kolos, jakim był AIM, a który również był używany nad Wisłą. Rok wcześniej zamknięto Tlen, choć ten wcześniej przestał być wspierany przez twórców. Trochę inaczej starało się ratować AQQ, przechodząc na płatną subskrypcje. Nasza Klasa i Fotka (która niedługo skończy 20 lat) raczej też są swoim cieniem, przegrywając wyścig z Facebookiem, Twitterem czy Snapchatem. Za to całkiem dobrze trzyma się Allegro.

Ale wróćmy do GG. Jak wcześniej zostało wspomniane w 2018 prawa do niego przejęła England.pl. Firma zapowiada zmiany, nie tylko pod względem funkcjonalności, ale również bezpieczeństwa. Kampania reklamowa #poGGadajmy, z której dostępny jest już pierwszy film, kierowana jest do wszystkich grup wiekowych. Promocja odbywa się również na wielkich serwisach społecznościowych, co nie umknęło uwadze mediów.

Śmiech branży.

 

Mogę zrozumieć docinki, ale czy jest coś złego w tym, że właściciel chce się promować na Facebooku czy Instagramie? Toż to molochy reklamowe, a przez lata istniało pojęcie, że jeśli czegoś nie ma na Facebooku, to nie istnieje. Zresztą ostatnimi laty samo FB ma wiele problemów, na czele z aferami i odchodzącymi użytkownikami. Każdy stara się reklamować tam, gdzie może. A nie jest powiedziane, że to właśnie użytkownicy Facebooka nie będą jednymi z głównych zainteresowanych tym komunikatorem.

Niestety od jakiegoś czasu GG kojarzone jest też z czymś innym. Rok temu wybuchła afera gdy okazało się, że z komunikatora masowo korzystają pedofile i zboczeńcy. Narażona była płeć piękna, szczególnie jej młodsza część. Na pewno niezbyt dobrze wpłynęło to na markę, choć od jakiegoś czasu o tym nie słychać. Możliwe, że England.pl na poważnie zajął się sprawą, szykując się do kampanii promującej.

 

Generalnie (z tego co przynajmniej sam zaobserwowałem) większość mediów potraktowała wiadomość o powrocie GG mniej lub bardziej ironicznie. Padają pytania “po cóż to”, skoro żyjemy w epoce Facebook Messengera. Wyśmiewane też jest losowanie kontaktu, które traktowane jest jako krok w stronę serwisu randkowego. Co rzeczywiście pokazuje filmik i możliwe, że w istocie to będzie jedna z dróg, jaką obierze komunikator. Uważam, że lepiej by było, gdyby przedstawił grupę osób, która przypadkowo do siebie zagaduje i postanawia się spotkać, po czym okazuje się, że to paczka przyjaciół z dzieciństwa.

Krótko mówiąc portale i serwisy nie wieszczą sukcesu. Ja nie byłbym w tym taki szybki. Messanger jest dobry, ale jak na ironię jego największą wadą jest Facebook. Po aferze Cambride Analityca okazało się, że i komunikator nie jest wolny od skanowania i przeglądania treści. Na dobrą sprawę nie wiadomo, kto może czytać nasze prywatne wiadomości. Te mogą być nawet zablokowane, jeśli zostaną odczytane jako naruszające regulamin. Społeczność coraz bardziej staje się świadoma tego, jak jest inwigilowana przez molochy. GG zaś chwali się szyfrowaniem rozmów.

Część 1: Gadu Gadu, czyli jak to się wszystko zaczęło.

 

Jak sam sobie przypominam, pierwszy raz Gadu Gadu zobaczyłem w podstawówce, na lekcji informatyki. Choć wiele osób posiadało już telefony komórkowe, to jednak opcja darmowej rozmowy przez komputer wydała się niesamowita. Sam z komunikatora na poważnie zacząłem korzystać koło roku 2008, kiedy internet przestał już być w Polsce dobrem luksusowym, a stał się normą. Dopiero co u nas pojawił się FB, ale większość znajomych do rozmów i tak wolała wykorzystywać czaty, Naszą Klasę czy Gadu Gadu.

Jeśli szukacie “ojca”, to jest nim Łukasz Foltyn. Początkiem była usługa do wysyłania SMS-ów przez internet, ale dostrzeżono większy potencjał. 15 sierpnia 2000 oficjalnie ruszył pierwszy Polski komunikator internetowy. Już pierwszego dnia pojawiło się 10 tysięcy kont, a to były czasy, gdy naprawdę nieliczni mogli sobie pozwolić na dostęp do sieci. Charakterystyczne uśmiechnięte słońce z czasem pojawiało się na coraz większej ilości monitorów.

Osoby nie pamiętające (lub nie żyjące) w okresie początków Polskiego internetu zapewne nie zrozumieją o co chodzi. Oczywiście zabrzmię teraz pewnie jak dinozaur, ale wtedy dla wielu osób jedyny kontakt z internetem był w pracy, szkole czy w kafejce. Nikt nawet nie myślał o FB czy NK, za to namiętnie czatowano. Nawet trochę później, bo pod koniec dekady, GG miało się czym szczycić. W 2009 chwalono się liczbą ponad 10 mln użytkowników. Swoją drogą Gadu Gadu jest starsze od Facebooka (2004 rok), YouTube (2005) czy nawet samej Wikipedii (15 stycznia 2001)!

Czym urzekło uśmiechnięte słońce?

 

Jak zwykle odpowiedź jest niejednoznaczna. Na pewno wpłynęło na to to, że to był prosty w obsłudze, a mimo to dobry komunikator. Poza tym, w przeciwieństwie do czatów, odbiorca nie musiał być dostępny. Dziś brzmi to śmiesznie, ale wtedy dla kogoś, kto okazyjnie korzystał z internetu, było to dużo. Poza tym naprawdę pełnił funkcje społecznościowe. Nie miało znaczenia czy twój rozmówca przebywa w domu obok czy na drugim krańcu kraju. Dla młodszego pokolenia było to zdecydowanie wygodniejsze niż e-maile, a nawet SMS-y, które (tak, tak, dinozaur) kosztowały.

Niewykluczone też, że to GG pomogło upowszechnić nad Wisłą emotikony. Choć na portalach używano ich już wcześniej, to dopiero w komunikatorze z łatwością można je było wklejać z listy. Tak, nie wpisywać, a wklejać. Same emotikony były animowane, co zwiększało frajdę. Chyba większość osób też będzie kojarzyła charakterystyczny dźwięk i chmurkę oznaczający wiadomość.

Za co jeszcze ludzie pokochali Gadu Gadu? Status. Dzięki temu łatwo można było zobaczyć kto jest dostępny, kto za chwilę wraca i mój ulubiony – niewidoczny. Również hitem stały się opisy, z których można to było dowiedzieć się wielu mądrości życiowych czy zeszytowych. Lub też zobaczyć film czy stronę, która kogoś zainteresowała. Skórki, które można było samemu zrobić lub ściągnąć. To w końcu czasy Winampa, gdy każdy chciał wyglądać wyjątkowo.

Dla wielu ważnym stał się numer. Te były przydzielane po kolei, stąd im krótszy numer, tym nie tylko był starszy, ale też i łatwiejszy do zapamiętania. Od lat na aukcjach WOŚP były wystawiane początkowe numery, a w 2014 wiekowa “22” poszła za ponad 30 tysięcy złotych! Nic więc dziwnego, że handlowano nimi, choć było to niezgodne z regulaminem. Nie można też zapomnieć o tym, że łatwo było tworzyć nowe konta. Zapewne każdy posiadacz miał przynajmniej jedno konto fikcyjne. A to z kolei zapewniało jedną bardzo ważną rzecz – prywatność! Bez problemu można było mieć konto do rozmów tylko z jedną osobą. Pod tym względem był lepszy od Facebooka, który wymaga większej ilości danych o użytkowniku.

Historie z okna wzięte.

 

Gadu Gadu pomagało nie tylko utrzymywać relacje, ale też je budować. Para moich przyjaciół zawdzięcza temu związek. Choć poznali się wcześniej na jednym portalu, to dopiero poprzez GG zaczęli ze sobą bardziej gadać. Wiem, że brzmi to jak kolejna historyjka miłosna, ale na kilka lat nim Facebook się pojawił inny znajomy również dzięki temu utwardził związek z dziewczyną, którą poznał w MMO. Po cóż rozmawiać czy SMS-ować, skoro jest komunikator, a wtedy GG wydawało się pewniejsze niż czaty.

Sam mam na GG kilka kontaktów, których wiem, że nie znajdę na FB. Pamiętam na PBF-ach, które prowadziłem, że kiedy trzeba było z kimś pogadać w 4 oczy, to wchodziło się na “słoneczko”. A na nim ludzie naprawdę potrafili się otworzyć. Miałem co najmniej jeden przypadek osoby, która pisała do mnie o samobójstwie. Żeby jednak tę część zakończyć pozytywnie wspomnę, jak ze znajomym zacząłem grać sesje RPG przez Gadu Gadu. Uznaliśmy, że skoro nie widujemy się tak często, to można by zagrać przez komunikator. Było to o tyle dobre, że od razu można było pokazać zdjęcie postaci lub dać klimatyczną muzykę. Z czasem zaprzestaliśmy, ale dla kogoś takiego jak ja, kto żyje RPG-ami, był to przyjemny okres.

Część 2. Mroczne lata GG.

 

Pierwsza dekada XXI wieku to był okres GG, choć pod koniec zaczęły pojawiać się czarne chmury. Albowiem do Polski w końcu miały zawitać zagraniczne giganty. W kwestii komunikatorów raczej nie było zagrożenia, co innego Facebook, którego dominacje musiały uznać Fotka i NK. Dzieło Zuckerberga wręcz olśniewało swoimi możliwościami. Gry czy quizy były dodatkiem do wielomilionowej społeczności z całego świata. Tak naprawdę dzięki niemu przekonałem się, jak ogromny jest internet i ile osób na nim siedzi. Nie to było najważniejsze. Bo pewnego dnia pojawiła się wiadomość, że portal zamierza wypuścić swój własny komunikator. Potem wystartował Google Hangouts, a na naszym rynku zadomowił się inny moloch – Skype. Już wtedy zaczęto wieszczyć upadek Gadu Gadu.

Nieudana rewolucja przed Facebookiem.

 

Lata przed pojawieniem się portali społecznościowych z zachodu Gadu Gadu starało się zrewolucjonizować rynek. W 2005 pojawiła się Generacja GG (późniejsza Moja Generacja), która łączyła w sobie opcje bloga, wizytówki i serwisu społecznościowego. Do Gadu Gadu podłączone też Fora.pl, a także pojawiło się najpopularniejsze radio internetowe, znane nam jako Open.FM. Poza tym pojawiła się opcja WebGadu, czyli możliwość rozmowy przez komunikator przez internet, bez konieczności jego instalacji.

Nawet kultowe słoneczko przybrało nowy wygląd, a nazwę skrócono do dwóch liter. Mimo to Facebook, a wraz z nim reszta towarzystwa, w końcu przybyła. Zakończyło to historię Mojej Generacji, zamkniętej w listopadzie 2012. Rok później przepadł należący do GG Blip, który miał być swojską odpowiedzią na Twittera. Liczba użytkowników zaczęła spadać i pojawił się strach, że zostanie podzielony los krajowych mocarzy. Tym bardziej, że w końcu pojawił się Messanger i Hangouts.

Ratowanie czy niszczenie?

 

Oj nie miało szczęścia GG do pomysłów po dekadzie istnienia, nie miało. Problemy z Blip czy innymi platformami aż tak nie wpływały na sam komunikator. Ocenia się, że w 2010 korzystało z niego 10 mln osób. Wtedy jednak pojawiła się znaczna aktualizacja o numerze 10. Zmieniono nie tylko interfejs, ale też dodano mnóstwo innych rzeczy, takich jak gry ze znajomymi. Miało to jednak swoją cenę, o czym będzie później.

Niewypałem okazała się rywalizacja z Google. Padła Poczta GG i GG dysk, które nie cieszyły się zbytnią popularnością. W końcu zrezygnowano z gier i rozmów audio/video. Wyłączono również Infobota (oraz inne boty), czyli lokalne AI, z którym każdy mógł porozmawiać. Trochę szkoda, bo gdyby w niego zainwestować możliwe, że mógłby u nas zawalczyć z Alexą.

Powodem, dla którego od GG odeszło tyle osób, był sam komunikator, który wręcz pochłaniał RAM. Sam nie pamiętam, żebym jakoś wielce korzystał z dodatków, ale pamiętam, jak spowalniał komputer. Poza tym różnie było z kompatybilnością, czasem się crashował, a czasem po prostu nie chciał się włączyć. Teraz na szczęście jest lepiej. Kamieniem nagrobnym mogły stać się jednak smartfony. O ile wersja na komputery jakoś bo jakoś, ale działała, o tyle z komórkami było gorzej. Pomijam, że potrafiła się wyłączyć, ale na komórkach nie była tak łatwa w obsłudze.

Za to, jeśli miałbym wskazać największy plus, byłoby nim zdecydowanie archiwum. Lepsze dla mnie niż w przypadku Messangera. Nie kasuje starszych wiadomości, również przesłane pliki są dostępne przez jakiś czas. Sam jak teraz patrzę mam wiadomości z 2012, a miałbym i z wcześniej, gdyby nie przypadkowa kasacja. Poza tym archiwum jest łatwo dostępne i w wersji webowej, i na komórki.

Od właściciela do właściciela.

 

Właściciel zmienił się już w latach największej hossy. W 2007 południowoafrykański koncern medialny Naspers miał już doświadczenie we wschodzących rynkach, co pokazał po chińskim QQ czy rosyjskim Mail.ru. Z drugiej strony to właśnie na jego okres przypadł okres kryzysu, gdy z powodu błędnych decyzji i konkurencji odeszło wielu użytkowników. Swoją drogą przypomina mi to sprawę z Nokią N-Gage, który był takim pseudo-smartfonem, wyprzedzającym nieco swoje czasy.

Otóż podejmowane przez firmę decyzje nie były do końca takie złe. Open.FM cieszyło się sporą popularnością (i dalej tak jest). Blip i Generacja GG były naturalną odpowiedzią na to, co się działo za granicą. Właściciele nie byli ślepi i zdawali sobie sprawę z tego, że tamte hity prędzej czy później i u nas się pojawią. W tym wypadku jednak musiałyby rywalizować z już istniejącym tworem (który pewnie jednak podzieliłby los NK). Błędem było jednak podłączenie tego wprost do samego komunikatora, co bardziej obciążało system. Pomysł nie był zły, wykonanie już tak. Zresztą jak dla mnie wystartowali zbyt wcześnie, w 2005. Wtedy jeszcze mało kto miał internet w domu. Nie wiem też, czy skupienie się na samym Blipie nie byłoby lepsze. Możliwe, że mógłby przetrwać jako krajowa alternatywa dla Twittera.

W 2015 komunikator przejęło cypryjskie Xevin Consulting. Ciężko mi powiedzieć, czy zauważyłem jakiekolwiek zmiany, poza lepiej działającą wersją webową i na komórki. Te kilka lat zastoju jednak więcej szkodziły niż pomagały komunikatorowi. W 2017 markę starało się przejąć Sare, ale ostatecznie nie doszło jednak do porozumienia z Cypryjczykami. Za to w 2018 pojawił się England.pl, który zdecydował się na kupno GG. Ostatecznie nie wiadomo za ile poszedł, jednak raczej nie była to wielomilionowa transakcja. Obecny właściciel wziął się na poważnie do tematu. Nie tylko kampania reklamowa, ale też zapowiadane zmiany w komunikatorze.

Jest sens podnosić konia?

 

GG to wciąż marka. Ludzie dalej to kojarzą i używają, ba, sam to robię. Jednak nie kłamiąc, sam gdybym miał miliony nie wiem, czy inwestowałbym w GG. Choć nie wiem, czy dosadniejsze nie byłoby określenie ratował. Ów komunikator mocno zapisał się w historii naszego internetu, choć nigdy nie słyszałem, aby podbił okoliczne kraje. To sporo zmienia, bo w tym wypadku jest się uzależnionym od lokalnego, polskiego rynku. A łaska pańska na pstrym koniu jeździ. Wystarczy spojrzeć na komunikaty prasowe, mało który wieszczy sukces, wiele natomiast wyśmiewa. Mnie samemu ciężko uwierzyć, że ludzie nagle masowo porzucą Skype czy Messangera na rzecz Gadu Gadu. Czy to nie jest wyłącznie kierowanie się sentymentem?

Chociaż z drugiej strony… Do 2020 roku ma zostać zamknięty Google Hangouts. Facebook ciągle ma problemy. Ostatnio głośno się zrobiło o Onavo, czyli oprogramowaniu, które za pełny dostęp do danych płaciło 20$. Pokłosiem tego jest utrata certyfikatów Apple. Google zresztą też się oberwało. Szczerze jestem pewien, że co kilka miesięcy znów będziemy słyszeć o problemach z prywatnością wśród gigantów, kolejnymi wyciekami danych.

Część 3. Nowe GG – więcej niż sentyment.

 

Przed napisaniem tego artykułu przeczytałem mnóstwo innych, zarówno nowych, jak i wiekowych. Wiele mówiło o tym, że era Gadu Gadu już minęła. Dużo autorów zaznaczało, że od dawna nie korzystało już z tego komunikatora. To mi dopiero unaoczniło, jak dla wielu słoneczko jest martwe. Jestem jednak wieloletnim użytkownikiem GG, nie zapowiada się, aby się to miało zmienić, i muszę wziąć je w obronę. Nie, nie jestem dinozaurem (chyba), a na pewno nie jestem hipsterem. Wydaje mi się jednak, że media zbyt szybko, a na pewno za często, wieszczą koniec GG. Rok temu Facebook mierzył się z niesamowitymi problemami, nie tylko stracił na wartości, ale też miliony osób od niego odeszły. Pytano się, czy to jego koniec, ale ten przetrwał. To samo mówiono o GG od co najmniej 2015, a od tego czasu minęło prawie 5 lat.

Oczywiście, i tu się zgadzam, raczej powrót GG nie zachwieje polskim internetem. Daleki jestem jednak od wyśmiewania czegoś, co tyle przetrwało. Wydaje mi się, że media przyjęły wiadomość o powrocie na zasadzie “patrzcie się, znów GG”. Tak, losowanie rozmówcy może się wydawać dziś śmieszne, wszystko jednak zależy od tego, ile ludzi zdecyduje się z tego skorzystać. Z reklamy w serwisach społecznościowych korzysta dziś każdy (to w temacie promocji na FB). Ale obecnej sytuacji nie nazwałbym niszą, a jeżeli England.pl spełni obietnice, to liczba użytkowników może wzrosnąć. I to, jak na ironię, dzięki czemuś, co prawie kiedyś zabiło GG. Dzięki Facebookowi.

Kto dziś korzysta z GG?

 

Ja i moi znajomi? Ciężko było znaleźć informacje o tym, ile obecnie Gadu Gadu posiada użytkowników. Podejrzewam jednak, że będzie to około półtora miliona osób. Jeśli się nie mylę okaże się, że to wbrew pozorom dobra baza dla reklamodawców. Przecież korzystając z GG cały czas na górze będą się wyświetlały reklamy. Pewnie duży procent osób stanowią osoby takie jak ja, które podchodzą do niego z sentymentem.

Ale jest on również wykorzystywany w firmach. Jak jest to zaznaczone w artykule wyżej ceni się go za trwałość i archiwum, jak też szybszą metodę komunikacji niż e-mail. Sam pamiętam, jak pracowałem w Call Center, że wykorzystywaliśmy wtedy GG. Dlaczego nie Facebook? Bo to akurat życie prywatne. I dla mnie samego to zdrowe podejście, gdy pracodawca nie stara się na siłę wtrącać w prywatność pracownika.

Jednak największą grupę użytkowników mogą stanowić ci, którym zależy na prywatności. Afery takie jak Cambridge Analytica oraz potwierdzenie, że Messanger czyta nasze rozmowy pokazuje, że z nią jest coraz trudniej. Jeżeli szyfrowanie rozmów rzeczywiście będzie takie dobre, może się znaleźć dużo osób które go zainstaluje choćby po to, aby mieć nadrzędzie do bardziej prywatnych rozmów. Oczywiście, mogą korzystać z tego również osoby łamiące prawo, jak podani wcześniej pedofile, ale taka jest cena wolności. Alternatywę mamy teraz, gdy moloch nie tylko czyta, ale też pilnuje co wysyłamy.

I to właśnie na tym, a nie na randkowym czy społecznym potencjale powinna się skupić reklama England.pl. Tinderowe zapędy można wyśmiać, podobnie jak zachęcanie do rozmów. Ale obietnica pełnej prywatności rozmów może skupić wielu. Wiem, że wracam do tego, ale to właśnie na braku prywatności Facebook się przejechał. Nie mówiąc o tym, że szyfrowanie jeszcze bardziej może zainteresować firmy, jako szybsza alternatywa niż e-mail.w 2019 roku nie potrzebujemy losowania rozmów. Potrzebujemy pewności, że nikt nie przeczyta naszych rozmów.

Najnowsze GG – jak się prezentuje?

 

Zacząłem pisanie tego artykułu, nim jeszcze pojawiła się najnowsza wersja Gadu Gadu. Codziennie go używam, więc bez problemów zauważyłem moment, w którym pojawiła się najnowsza wersja GG. I muszę przyznać, że od razu przypadła mi do gustu. Pierwsza rzecz, którą od razu zauważyłem jest to, że znacznie szybciej się ładuje i nie obciąża już tak komputera. Podobnie jest w przypadku archiwum, na które zawsze musiałem troszkę czekać. Poza tym doszła opcja wrzucania gifów  (GIPHY) z samego panelu komunikatora.

Poza tym samo menu rozmów zmieniło wygląd. Już nie przypomina zwyczajnego czatu, lecz Facebook Messanger. To zdecydowanie krok w dobrą stronę, bo wiadomości teraz znacznie łatwiej się odczytuje. Poza tym w opcjach istnieje możliwość przywrócenia skórki klasycznego Gadu Gadu. Niby drobna zmiana kosmetyczna, ale gdy ją odkryłem od razu na to zmieniłem. Nie próbowałem losowego wybierania rozmówcy, ale przez ostatnie kilka lat spoza listy znajomych napisało do mnie raptem kilka osób. Nie powinno się zatem obawiać nagłego ataku spamerów. Zresztą zawsze w opcjach można wyłączyć przyjmowanie wiadomości od nieznajomych. Na plus, choć to było wcześniej, zaliczyłbym przypominajkę GG, która zwraca uwagę na takie dni jak walentynki.

Tak więc najnowszą wersję GG oceniam bardzo pozytywnie. Piszę to jako osoba, która używa go dłużej niż dekadę. Jeżeli szyfrowanie, a co za tym idzie prywatność rozmów rzeczywiście jest taka duża, to wśród komunikatorów GG może wychodzić na czołówkę. Przynajmniej w Polsce. Widać, że England.pl nie skończył na zapowiedziach i naprawdę chce coś ruszyć z GG. Patrząc się na obecne zmiany mogę im tylko życzyć sukcesu.

You may also read!

Trudne życie idolek – Shining Song Starnova

Któż by nie chciał być celebrytą. Czy to znanym aktorem, cenionym piosenkarzem, odnoszącym sukcesy sportowcem lub wydającym bestsellery pisarzem.

Read More...

Gra o tron, czyli serial wart korony

Wszystko co dobre, musi się kiedyś skończyć. Gra o tron towarzyszyła nam od dekady. Kiedy wyszedł pierwszy odcinek na

Read More...

Mental Omega: Almost Perfect Yuri’s Revenge

 Czy jest sens tworzyć mod do gry, która została wydana niemal 20 lat temu? Jest, co pokazuje przykład Brutal

Read More...

One commentOn Gadu Gadu, czyli komunikator w erze messengera.

  • Avatar

    Sam GG używam od wielu lat, choć robiłem to bardziej z przyzwyczajenia niż naprawdę mi się komunikator podobał. Ale to nowe GG to krok w dobrą stronę. Wygląd rzeczywiście jak Messanger, szybciej chodzi i nie obciąża już tak kompa, no i chyba najlepsza rzecz (przynajmniej dla mnie) – czyli archiwum. A jak skapnąłem się, że można zmienić skórkę na klasyczny wygląd, od razu to zrobiłem. Oby tak dalej i + ode mnie.

Leave a reply:

Your email address will not be published.

Mobile Sliding Menu