Dragon Ball Super – wielki powrót superwojowników?

In Kinomania, Rozrywka

Goku, Vegeta, Bulma czy Freezer to jedne z najbardziej znanych postaci w anime. Zapewne mało która osoba, która interesuje się anime, nie słyszała o wojownikach z blond włosami czy walkach trwających kilkanaście epizodów. Dla wielu saga o smoczych kulach skończyła się wraz z ostatnim odcinkiem Z-ki. Gdy w 2015 pojawiło się “Dragon Ball Super”, wydawało się, że powróci czar superwojowników.

 

“Dragon Ball” święcił tryumfy w latach 90 i pierwszej połowie poprzedniej dekady. Ileż to osób popołudniami, po szkole, nie pędziło do domu, aby na RTL 7  zobaczyć kolejną walkę. Goku z Vegetą, Gohana kontra Cell czy wszyscy przeciw Buu – to tylko kilka przykładowych starć. Najpewniej wraz z “Czarodziejką z Księżyca” i “Pokemonami” ów seria może być uznana za najpopularniejszą w naszym kraju. Dlatego dla wielu fanów smutnym momentem musiał być dzień, gdy wyemitowano ostatni odcinek Z. Co prawda powstał kilkudziesięciu-odcinkowy “Dragon Ball GT”, ale ten zostało przyjęty wyjątkowo chłodnie. W 2009 (i następnie 2014) można było oglądać “Dragon Ball Kai”, który jednak był niczym więcej niż skróconą i z lepszą animacją Z-tką.

Na prawdziwą kontynuację trzeba było czekać do lipca 2015 roku. Wtedy to został wyemitowany pierwszy odcinek “Dragon Ball Super”, poprzedzony przez kinowy film “Battle of Gods”. Anime ignorowało realia “GT”, przedstawiając własną wersję wydarzeń. Nowe postacie, przeciwnicy i poziomy miały zapewnić sporo dobrej zabawy. I tak jest, a przynajmniej do pewnego stopnia.

 

Pojawia się bóg, jest młócka.

 

Minął jakiś czas od pokonania różowego monstrum imieniem Buu. Na Ziemi jest pokój, a wojownicy starają się dostosować do normalnych warunków. Wszystko zmienia się, gdy ze snu budzi się bóg zniszczenia Beerus, uważany za najstraszniejszą istotę we Wszechświecie. Koto-podobny bożek uwielbia jeść i walczyć, a w swoich wizjach zobaczył godnego siebie przeciwnika – boskiego super-wojownika. Przybywa na błękitną planetę, a to oznacza tylko jedno: sporo wybuchów, wylanej krwi i potu.

To tylko pierwsza z sag “Dragon Ball Super”, a tych jest konkretnie 5. Poza sagą Bitwa Bogów jest odrodzenie F (o powrocie jednego z najbardziej ikonicznych wrogów z “DB” – Freezera); saga 6 Wszechświata (starcie najlepszych wojowników z bliźniaczych uniwersów); Trunks z przyszłości (w której bohaterowie muszą zmierzyć się z wrogiem, który wygląda jak Son Goku) i Przetrwanie Wszechświata, w której mierzą się wojownicy ze wszystkich wszechświatów.

Całość zamyka się w 131 odcinkach. Poza tym są jeszcze 3 filmy. “Battle of Gods” i “Ressurection F” to nic innego jak dwie pierwsze sagi. “Dragon Ball Super: Broly” przedstawia kolejnego Saiyanina, który staje na drodze bohaterom. Jest to też bezpośrednia kontynuacja anime. Liczebnie nie wygląda więc tak źle, seria jest krótsza nie tylko od “Z”, ale też oryginalnej serii.

 

Nowe postacie i poziomy.

 

W “Dragon Ball Super” powracają wszystkie postacie z poprzedniej sagi, a także takie nieco już zapomniane jak Pilaf. Poza tym jest sporo nowych, i to naprawdę sporo (szczególnie pod koniec). Na pierwszy plan idzie bóg zniszczenia Beerus i jego sługa/mentor, Whis. Jest również Champa, czyli gruby brat Beerusa, Król Wszechrzeczy, a także mnóstwo wojowników z innych światów, jak zabójca Hit, Saiyanin Cabba czy uważany za najsilniejszego Jiren. Na plus też to, że znów swoje 5 minut mają postacie mniej lub bardziej drugoplanowe, jak C-17, Tien czy Genialny Żółw.

Trochę gorzej jest natomiast jeśli idzie o antagonistów. Tych na dobrą sprawę jest dwóch. Zmartwychwstały Freezer (jego popleczników nie liczę),  który chce się zemścić na bohaterach, choć później… ale tego nie zdradzę. Drugą postacią jest bożek o imieniu Zamasu, który postanawia zlikwidować wszystkich ludzi. W pozostałych sagach nie ma za to prawdziwych antagonistów. Generalnie skupia się na bogach i ich turniejach.

Jak to na smocze kule przystało nie mogło również zabraknąć nowych poziomów. Tych jest kilka. Boski Super Saiyanin, Super Saiyanin Blue, Rosé, Super Saiyanin Blue Kaio-ken czy Ultra Instinct. Czym się różnią? Generalnie każda kolejna jest potężniejsza, a tak to po prostu inne kolory. Jak w Mortal Kombat, gdzie jeden jest czerwony, inny niebieski. W przeciwieństwie jednak do “Z” te pojawiają się tutaj zbyt szybko i za łatwo są osiągane. Goku staje się bogiem, po czym staje się jeszcze potężniejszy i tak dalej. Jest ciężko – nic trudnego, odblokuje nagle kolejną formę. Nie ma takiego kopa, jaki bywał wcześniej przy każdym zdobywanym poziomie. Jak i poczucia siły. Taki Boski SSJ po pierwszej sadze staje się przeżytkiem. A przecież to w tej formie Goku walczy z Beerusem.

 

Kreska, muzyka, lokalizacja i walki.

 

Hoho, jeśli idzie o styl graficzny, to ten jest nierówny. Generalnie całość wygląda dobrze, ale niektóre odcinki to zupełna tragedia. Szczególnie jeśli idzie o pierwsze odcinki, tam to nawet niewprawnym okiem da się wychwycić babole. I to znacznie gorzej wyglądające niż w wiekowym już “Z”. Nie wiem, czy twórcy “Dragon Ball Super” mogli mieć problemy finansowe, brak czasu czy po prostu ich to nie obchodziło, ale czasami kreska woła o pomstę do nieba. Na szczęście zazwyczaj wygląda dobrze (lub też znośnie). Muzyka… wiem, że przygrywa w tle, ale poza czołówką jakoś żaden kawałek nie przychodzi mi do głowy. Pod tym względem wydaje mi się, że nawet “GT” wypadał lepiej.

I chyba najważniejsza rzecz, dla której ogląda się sagę smoczych kul – starcia. Tak, ciągle powtarzają się walki z jedną osobą trwające kilkanaście odcinków, choć nie ma mowy o bezsensownym przedłużaniu. Jeśli idzie o efektywność, to widzowie na pewno fani nie będą zawiedzeni. Jedyne co mnie zaskoczyło to to, że praktycznie nie ma brutalności. Nie mówię, że oczekuje fatality na miarę “Mortal Kombat”, ale “Dragon Ball” bynajmniej nie był świętoszkowatą serią. Była krew (a podczas niektórych walk całkiem sporo), a także było widać skutki ciosów. Nie wiem, czy Toei uderzało w niższą grupę wiekową, ale jak dla mnie starcia straciły ten pazur. Nie wyobrażam sobie oryginalnego starcia z Freezerem bez posoki.

Za to na plus oceniam polskie tłumaczenie. Tak, “Dragon Ball Super” dostał polską wersję językową i ta wyszła naprawdę dobrze. Nie ma większych baboli w tłumaczeniu (nie m a już Szatana Serduszko, jest Piccolo!), głosy też pasują pod postacie. Jeżeli ktoś nie zna japońskiego lub też nie chce czytać napisów bez większych obaw może włączyć rodzimą wersję językową.

 

Dla kogo Dragon Ball Super.

 

Tak się tylko zastanawiam, dla kogo jest nowa seria Akiry Toriyamy? Generalnie większość fanów oryginalnych “Dragon Ballów” będzie miała co najmniej trzydziestkę. Wiem, że było jeszcze “Kai”, późniejsze filmy i gry, ale złote czasy smoczych kul przeminęły. “Czarodziejka z Księżyca” miała swój czas w latach 90 i się skończyła. “Pokemony” przypominają o sobie co kilka lat (czy to poprzez “Pokemon GO” czy teraz film), ale nie ma na nie już takiej manii. Oczywiście minęło już wystarczająco wiele lat i można ponownie spróbować wycisnąć z tego pieniądze. Nie powiedziałbym, by była to zła próba. Obecność Akiry Toriyamy spowodowała, że wyszło znacznie lepiej niż miało to miejsce w przypadku “GT”.

Ale nie rewelacyjnie. Albo to ja jestem już za stary i patrzę się przez pryzmat starych części. Choć w przypadku takiej sagi jak “Dragon Ball” nie da się tego nie robić. Weźmy na ruszt historie. Niby to zawsze było drugorzędne, ale potrafiło być dramatycznie. Czy to ktoś ginął, czy się poświęcał. I nieważne, że można go było przywrócić do życia – i tak widza ruszało. Tu czegoś takiego nie ma, jest grzeczniej. Patrząc się na to, że wyszło ponad 131 odcinków, 3 filmy i zapewne powstanie kontynuacja widzom chyba jednak przypadło do gustu.

Jeśli więc jesteś hardkorowym fanem smoczych kul, koniecznie musisz to zobaczyć. Gdy do tego anime podchodzisz z sentymentem, nic nie stracis zupełnie je olewając. A w przypadku, gdy w ogóle wcześniej nie miałeś do czynienia z DB, to lepiej zobacz “Z”. Pomimo tego że ma więcej odcinków. Albo Kai. To fajne anime, fajny zabijacz czasu. Jako kontynuacja legendarnej serii sprawuje się dobrze, ale raczej “Dragon Ball Super” nie strąci pierwowzoru z piedestału.

You may also read!

Trudne życie idolek – Shining Song Starnova

Któż by nie chciał być celebrytą. Czy to znanym aktorem, cenionym piosenkarzem, odnoszącym sukcesy sportowcem lub wydającym bestsellery pisarzem.

Read More...

Gra o tron, czyli serial wart korony

Wszystko co dobre, musi się kiedyś skończyć. Gra o tron towarzyszyła nam od dekady. Kiedy wyszedł pierwszy odcinek na

Read More...

Mental Omega: Almost Perfect Yuri’s Revenge

 Czy jest sens tworzyć mod do gry, która została wydana niemal 20 lat temu? Jest, co pokazuje przykład Brutal

Read More...

Leave a reply:

Your email address will not be published.

Mobile Sliding Menu