Darkest Dungeon – w lochach czai się zło

In Gamingowo, Rozrywka

Jakimś cudem drużynie udało się pokonać ryboludzi. Nie bez strat, okultysta stracił mnóstwo krwi i kwestią czasu było, gdy padnie z ran; zbrojny trząsł się i kasłał, nie wyleczył złapanej ostatnio choroby, a oprych był na skraju załamania nerwowego. Awanturniczka z niepokojem spoglądała na pochodnie, ta właśnie dogasała. Wyprawa nie zakończy się pomyślnie. Jak wiele innych w „Darkest Dungeon”.

 

Wiele gier komputerowych, szczególnie tych starszych, skupiało się na podróżowaniu po podziemiach, szukaniu skarbów i walce z coraz to groźniejszymi potworami. Nic dziwnego, gdyż przez lata to głównie kojarzyło się z “Dungeons & Dragons”, czyli popularne i w Polsce “Lochy i smoki”  Z czasem jednak ciągła młócka znudziła graczy, czego skutkiem było powstanie dziesiątek (jeśli nie setek) systemów RPG, z których wiele było nastawionych głównie na opowieść i klimat, a walka była wyłącznie drugorzędnym dodatkiem.

 

Trochę dłużej to zajęło w przypadku komputerowych i konsolowych gier RPG. Choć fabuła wielu ze starszych tytułów była naprawdę dobra, to jednak ciężko im było uciec od łatki tzw „dungeon crawl”, czyli tego, o czym mowa wyżej. Standardem albo był widok z pierwszej osoby, gdzie miałeś pod kontrolą całą drużynę, albo, jak w przypadku konsolowych, izometryczny. Wszystko zaczęło się zmieniać w połowie lat 90 i wraz z rozwojem technologicznym ten gatunek gier zaczął odchodzić do lamusa. Co prawda popularność zdobyły gry z podobnego gatunku hack’n’slash (na czele z “Diablo”), ale i w grach CRPG na przód wysuwa się fabuła, interesujące postacie i możliwości. Chodzenie po lochach zaczęło nudzić graczy.

 

 

Od czasu do czasu pojawiały się takie gry, jednak największy sukces ostatnich lat udało się najpewniej osiągnąć Darkest Dungeon. Ten turowy CRPG nie zaskoczy cię fabułą, ta jest prosta jak cep bojowy. Za to porazi swoim mrocznym klimatem, a do grobu wpędzi poziomem trudności.

 

Wsi spokojna, wsi wesoła.

 

Jako szlachcic dostajesz list od możnego członka rodziny, który oddaje ci pod pieczę swoją posiadłość. Po przybyciu na miejsce okazuje się, że nici z balu i wspaniałej zabawy, gdyż dwór to ruina, a leżąca wokół wioska podupadła. Nie jest to jednak największym problemem. Otóż znudzony wystawnym życiem przodek zaczął sprawdzać, cóż takiego kryje się w głębokich tunelach. Zamiast szczurów trafił na monstra, umarłych i kulty, które rozlazły się po całej okolicy, czyniąc ją miejscem nie do zamieszkania. Chcąc nie chcąc trzeba zejść do podziemi i znaleźć źródło problemów.

 

 

Zamiast jednak samemu narażać życie protagonista wykazał się sprytem i zaczął zapraszać do siebie poszukiwaczy przygód. Tak więc do wioski zaczęli przybywać szukający wrażeń i bogactw herosi, którzy bez większej zachęty udają się na coraz to niebezpieczniejsze misje. Dla wielu z nich owe wyprawy skończą się wizytą na cmentarzu, ale cóż z tego – co tydzień dyliżans przywozi nowych śmiałków. Bohaterowie ruszają na wyprawy, zdobywają doświadczenie i schodzą coraz głębiej w lochy. W finale przyjdzie nam wejść do podziemi własnej siedziby rodowej, gdzie trzeba będzie zmierzyć się ze źródłem problemów. Większość zapewne tego momentu nie dożyje.

 

Symulator chodzenia po lochach.

 

“Darkest Dungeon” zaczynamy w należącej do nas wiosce. Możemy tu spotkać  dyliżans (tu najmujemy postacie); wóz wróżbiarki, w którym kupujemy artefakty; oberże i opactwo, gdzie herosi mogą odpocząć; lazaret, gdzie mogą wyleczyć się z chorób (w tym psychicznych); kowala, gildie i surwiwalistkę, gdzie mogą podnieść swoje zdolności walki i w końcu cmentarz, gdzie prędzej czy później ktoś zostanie pochowany. Po tym wszystkim idziemy na mapę wyboru misji. I tu mamy kilka miejsc, które różnią się wyglądem i czasem spotykanymi potworami. Samych rodzajów misji jest kilka i w większości będzie to zbadanie odpowiedniej ilości komnat, odbycie iluś tam walk czy pokonanie bossa. Tu także decydujemy jakich bohaterów wysłać oraz kupujemy zapasy, czyli jedzenie, pochodnie czy leki. Każdy tydzień to kolejne wydarzenie, od przybycia nowej postaci po darmowe leczenie w opactwie.

 

I w końcu sam loch. Na głównym ekranie podróżują i walczą postacie, z kolei na mini-mapce decydujemy, w jakim kierunku będą podążać. Poza potworami na postacie czekają pułapki, ale także porozrzucane dobra, które kryją sprzęt i pieniądze. Są też inne przedmioty, z którymi interakcja może skończyć się różnie. Jedne zapewnią ci szczęście, inne przyniosą chorobę. Niektóre postacie mogą nawet dokonać zwiadu, odkrywając co czeka je w dalszych partiach lochu.

 

 

Same walki są turowe, na zmianę wykonywane są ataki twoje lub wrogów. Dany bohater posiada kilka umiejętności, z których wybierasz jedną. Postacie ułożone są w szereg od pierwszej do czwartej i większość umiejętności zależy od tego, na jakiej pozycji jesteś. Logiczne, że wojownicy najwięcej zdziałają na przedzie, gdzie raczej nie powinniśmy stawać magów i strzelców. Część cech jest obszarowa, czyli działająca na kilka postaci, są również zdolności powodujące zatrucie, krwotok czy ogłuszenie. Równie dobrze można uleczyć czy wzmocnić bohatera.

 

Klas postaci jest kilkanaście, podzielonych na różne typy. Krzyżowiec czy Trędowaty to urodzeni wojownicy, którzy poza tym zbierają na sobie największe cięgi. Kusznik, Badaczka zarazy i Łowczy bezpiecznie z tyłu zadają ogromne obrażenia oraz osłabiają przeciwnika. Niektóre ataki zmieniają pozycje postaci, na co trzeba zwracać uwagę. Jedne postacie są religijne, inne nie. Każdy ma swoje nawyki i przywary. Taki Oprych może nie przepadać za potworami, przez co będzie zadawał im większe obrażenia. Jego kompan może być pijakiem, przez co ukojenie będzie znajdował tylko w kuflu piwa. Lub też kleptomanem, kradnącym znalezione dobra. Na szczęście można to leczyć.

 

 

Pod względem mechanicznym gra nie jest trudna – przeciętny gracz dosyć szybko ogarnie zasady “Darkest Dungeon”. Wszystko jest ładnie widoczne, a w każdym momencie można włączyć ekran pomocy. Zasady walki zrozumie się już po 3-4 starciu, same starcia dają dziesiątki możliwości ze względu na klasy i zdolności postaci. Niestety gra jest niesamowicie wtórna, wszystko wygląda tak samo, misje się powtarzają i po kilku godzinach już nic nie zaskoczy. A gra trwa długo, ukończenie kampanii zajmuje dziesiątki godzin. Co więc trzyma w tym dziele? Dwie rzeczy: klimat i poziom trudności.

 

Brud, śmierć i ubóstwo.

 

Gra jest niesamowicie mroczna, być może jest to jedna z najmroczniejszych, w jakie dane mi było grać. Już w ekranie menu wita nas informacja, byśmy nie przywiązywali się do postaci, bo te będą często ginąć. Jeśli miałbym wskazać, jakie kolory dominują w grze, to będzie to czarny i czerwony. Króluje tu gotyk, choć widać, że wszystko jest brudne, zniszczone i zniszczone. Notatki, które znajdujemy w lochach, opisują inne drużyny, które zazwyczaj źle kończyły. Potwory wyglądają groteskowo, jak szkielety w parodii ubrań lub mutanty z powykręcanymi kończynami.

 

Większość komentarzy, czy to narratora, czy bohaterów, pełna jest depresji, strachu przed przyszłością i pewnością śmierci. Tu nikt nie płacze za zmarłymi, wspomina o nich jedynie nagrobek, a jeśli ktoś jest wyjątkowo chory, to lepiej go wyrzucić i zatrudnić nowego najemnika. To dark fantasy, gdzie słońce widać tylko na mapie miasta, wszędzie indziej panuje mrok. Widać inspiracje mitologią Lovecrafta, czy to na przykładzie potworów (ryboludzie), czy nazw niektórych przedmiotów. Z jednej strony wszechobecny okultyzm, z drugiej pełno jest fanatyków religijnych.

 

W “Darkest Dungeon” jest humor i mnie samemu kilka razy zdarzało się głośno zaśmiać, choć jest on wyjątkowo czarny. Wręcz wisielczy. Za przykład niech posłuży biczownik, który krzyczy, iż swoje grzechy zmyje wraz z krwią. Lub też bohater w lazarecie, który mówi, iż składa swe życie w sękate, liszajowate dłonie medyka. Już samo to, że z powodu śmiertelności nie wiązesz się z bohaterami (coś niewyobrażalnego w grach RPG), lecz traktujesz ich jako narzędzie (szczególnie tych słabszych), też coś znaczy. Nie tylko śmierć została strywializowana, ale nawet sami ludzie.

 

Śmierć trudem życia codziennego.

 

Ostatnimi laty panuje moda na trudne gry. “Darkest Dungeon” wyróżnia się nawet nawet wśród nich, ba, przez niektórych gra może zostać uznana za wręcz niesprawiedliwą. Jak w innych RPG-ach i tu postacie zdobywają poziomy. O ile jednak można wysłać słabszeuszy na trudną misję (choć ci głośno będą protestować), nie działa to jednak w drugą stronę – specjalistom nie będzie chciało się tracić czasu na „drobnostki”. Każde starcie jest wyzwaniem.

 

Punktów życia jest niewiele, a mnóstwo ataków wywołuje zatrucie czy krwotok. Nie starcia są jednak największym problemem. Tym jest stres. Otóż chodząc po lochach można go zyskać na różne sposoby: gdy jest mało światła (trzeba pilnować pochodni), gdy wejdzie się w pułapkę, aktywując pewne zdolności lub ot tak. Niektóre potwory również potrafią go wywołać. Da się co prawda go zmniejszyć, służą ku temu niektóre budynki w mieście. Trzeba pilnować jego poziomu, bo przy wartości 200 postać umiera na skutek zawału serca. A w późniejszych momentach dojść do tej liczby nie jest trudno.

 

Poza tym wszechobecne choroby, psychiczne i fizyczne. Po wyprawie twoja postać może nabawić się syfilisu czy hemofilii, a o niektórych przypadłościach psychicznych po raz pierwszy usłyszałem. Obżarstwo może śmiesznie brzmieć, ale przez to postać będzie wyjadała zapasy całej drużynie. Równie dobrze może popaść w depresje, co chwila mówiąc o bezsensowności działań. Niestety choroby można dostać również po zakończeniu wyprawy.

 

 

A to jeszcze nie wszystko. Poziom oświetlenia wpływa na możliwość zaskoczenia wroga. Im mniej światła, tym potwory zadają więcej obrażeń i dostajemy więcej stresu, ale za to jest lepszy łup. Trzeba ciągle analizować, co się bardziej opłaca, podobnie jak kogo wysyłać na dane misje. Naprawdę łatwo jest popełnić błąd w doborze drużyny, szczególnie gdy się idzie na bossów. Ta gra nie tylko nie wybacza błędów, nie tylko je punktuje – ona wręcz z radością stawia przed tobą następne. I, co najważniejsze, zapis gry jest automatyczny. Jeśli coś pójdzie nie tak to nie da się załadować i spróbować ponownie. Jeśli zginęła twoja najsilniejsza postać to trudno, musisz grać dalej. Na całe szczęście nie da się również przegrać i zawsze będą się pojawiać najemnicy. Choć jeśli idzie już naprawdę źle, lepiej zacząć od nowa.

 

Po cóż wchodzić w loch?

 

Dlaczego w ogóle pisze o “Darkest Dungeon”? Może to nie jest jakiś wielki hit ostatnich lat, ale gra osiągnęła sukces. Tak szybko się również nie zestarzeje, a to ze względu na piękną, jakby ręcznie rysowaną grafikę. Cała brutalność i brud tego świata jest w komiksowej oprawie, na myśl od razu nasuwa mi się “300”. Pomimo tego, że tytuł jest wyzwaniem, to same wypady do lochów nie zajmują aż tak dużo czasu, równie dobrze na dzień można poświęcić jeden czy dwa wypady. Jest to długa gra i jej przejście może zająć mnóstwo czasu – ale sama rozgrywka jest dosyć szybka.

 

Tym, co najbardziej mnie jednak pociągnęło, jest jej klimat. Jest to zdecydowanie jedna z najmroczniejszych i najbrutalniejszych gier z jakimi miałem styczność, i to pomimo tego, że nie ma tutaj scen gore czy dołującej fabuły. Po prostu nikt się nie liczy w tym świecie z życiem, również ty sam. Jedyne pozytywne momenty są wtedy, gdy postacie starają się wzajemnie podnieść na duchu. Choć mogą się również wtedy zdołować. Nawet się nie dziwię temu, jak szybko one zyskują stres i różne przypadłości.

 

 

Bowiem nie mierzą się tutaj z filmowymi orkami czy goblinami. Spotykają monstra żywcem wyjęte z mitologii Cthulhu, a kto czytał jakieś książki Lovecrafta ten wie, jak los czekał w nich bohaterów. “D&D”, z całym dla niego szacunkiem, nie poruszał psychologicznych kwestii chodzenia po lochach ze świadomością tego, że za rogiem może się czaić niebezpieczeństwo pod różną postacią, dziesiątki pułapek czy choćby to, że w każdej chwili mogą się skończyć pochodnie, żywność czy łopaty. Tu bez dobranego ekwipunku daleko nie zajdziesz. A musi być jeszcze miejsce na skarby…

 

Na pewno widok przed sobą żądnej krwi kreatury, która nie przypomina niczego znanego, wywołałby w każdej normalnej osobie szok. Choć niestety dochodzi do paradoksów w drugą stronę. Bo podobnie jest w przypadku zawodowców, dla których jest to już któraś wizyta w lochu. Dla nich to, że jest mniej światła nie powinno być tak deprymujące, podobnie jak widok spotkanych kilkakrotnie bestii. Pod tym względem twórcy zbytnio poszli jednostronnie, na korzyść potworów. Bo może one też powinny się bać kogoś, kto położył już wiele z nich trupem?

 

 

Mimo tego “Darkest Dungeon” jest jednym z ciekawszych CRPG ostatnich lat, udanym powrotem do początków gier fabularnych i jednym z najlepszych dungeon crawl jakie powstały. Niewątpliwy sukces, który został zapoczątkowany dzięki akcji Kickstarterowej, doczekał się dwóch dodatków. W pierwszym z nich możemy przekroczyć progi dworu pełnego wampirów, którzy bynajmniej nie są dworscy i urodziwi. W drugim mamy do czynienia z młynem, w który uderzył meteoryt i drastycznie zmienił okolice, wraz z mieszkańcami.

 

Może nie jest to najtrudniejsza gra, jaka kiedykolwiek powstała, ale na pewno jest w czołówce. Wyzwanie jest jednak tylko dodatkiem, a nie osią gry, bo poza tym ma się do czynienia z ciekawą mechaniką, mnogością wyborów w drużynie i fajnym pomysłem. Jeśli więc chcecie pograć w mroczną grę, która nie jest przesadnie brutalna, “Darkest Dungeon” będzie dobrym wyborem.

You may also read!

Król jest jeden – Godzilla 2: Król potworów

Z Godzillą jest jak z urzędem skarbowym. Można przed nią zamykać drzwi, wyklinać ją, a nawet strzelać, a ta

Read More...

Ze śmiercią mu do twarzy – John Wick 3

Filmy o zawodowych zabójcach od lat cieszą się niesłabnącą popularnością. "Zabójcy" ze Stallonem i Banderasem, "Nikita", "Wanted", swojski "Killer"

Read More...

Cyrk w teatrze! Oh, what the Circus!

Zaproszenie Teatru KTO na 32. ULICA Festiwal Teatrów Ulicznych któy odbędzie się w Krakowie, 4 lipca do 7 lipca 2019 roku.

Read More...

Leave a reply:

Your email address will not be published.

Mobile Sliding Menu